między nami

Są rzeczy we wszechświecie niezbudowane z liter choć na literach zawieszone. Rozpostarte niczym pranie między zdaniami, delikatnie powiewające z wiatrem; a potem, gdy ktoś je ściągnie, zastanawiasz się, czy tam jeszcze wczoraj coś wisiało, czy to było złudzenie. Wisiało, ale w szumie wiatru tylko, między promieniem słońca a wydechem, między spojrzeniem a myślą, między być może a to niemożliwe, między zdawało mi się a widziałam wyraźnie. Jak płochliwe rzadkie zwierzę, na które najpierw czaisz się z aparatem a potem, gdy je ujrzysz tak bardzo przeżywasz spotkanie , że sparaliżowany nie drgniesz nawet, by aparat przyłożyć do oka. Wydaje Ci się, że starczy jak patrzysz, bo przecież nasiąkasz chwilą do ostatniej nitki.

A potem nikt Ci nie uwierzy, Ty sam sobie przestaniesz w końcu wierzyć, bo przecież pranie już nie wisi i nawet zapach nie został.

Ale potem pewnego dnia ujrzysz na ulicy dziewczynę w dziwnie znajomej sukience i wróci spotkanie, i nić zawieszona między zdaniami. I być może znajdziesz odwagę, żeby podać jej klamerkę a ona wespnie się na palce i zamocuje pierwszą rzecz na sznurze …

jak powietrza potrzebuję …

Zatęsknij za mną, przecież milczę. A nawet, gdy mówiłam to słowami, których nie znałeś.

Nie dałam ich oswoić, zniknęłam a ty mnie nie szukałeś.

Zatęsknij za mną. Za przestrzenią schowaną w kieszeniach, za emocją zaciśniętą w dłoniach.

Nie pokazałam ci jej. Chciałam żeby należała do mnie, nie do nas.

Zatęsknij za mną. Bo nie wpisuję się w ramki, wśród których się obracasz.

Mam swoje drogi, swoje miejsca, swoje twarze, do których wracam.

Zatęsknij za mną, bo przecież żadnej mnie nie znasz a człowiek tęskni za tym co nieznane.

Nie pokażę się, nie dam się dotknąć ale będę mogła spokojnie żyć dalej …

ułamek cudzego życia

Niekiedy, przez jeden mały ułamek sekundy, który jest nierzeczywiście wyraźny, określony, zamknięty jak pudełko z niespodzianką, który przychodzi chyba po mrugnięciu okiem, nagle okazuję się nie sobą i w obcym miejscu na dokładkę. Jakbym się obudziła z niezwykle długiego snu a poza mną czas upłynął nieubłaganie i jak rzeka zmieniał kształt koryta. To jest coś porównywalnego do powrotu do swojego miasta po długiej podróży, kiedy ostrzej dostrzegasz kontury, które wcześniej, na co dzień ci się rozmywały, kiedy w najdrobniejszych szczegółach dostrzegasz zmiany, kiedy patrzysz na stare oczami, które zobaczyły już coś innego, coś więcej, coś dalej i ich chłonność absolutnie wzrosła a przetwarzanie obrazów stało się z goła innym, dłuższym i bardziej skomplikowanym procesem.

To jest ten ułamek sekundy, który mnie przeraża ponieważ nie wiem skąd się wziął, z jakiego innego życia (czyjego?) z jakiego innego czasu. Ponieważ nie wiem, kim jestem a czuję, że to nie do końca ja, jakbym miała za sobą inne doświadczenia a przed sobą inną przyszłość, choć gdy spoglądam na dłonie, to bez trudu je rozpoznaję.

I to także ten ułamek sekundy, który tuż przed zgaśnięciem przynosi mi jakąś radość z możliwości bycia gdzie indziej kimś innym i daje mi nadzieję, że jest jakaś alternatywa, w której można się schronić .

czwarty listek koniczyny

gdzieś w pewności, że wytyczam swoje nowe granice okazało się, że skrzętnie obwarowuję i umacniam stare. z tą tylko różnicą, że robię to z pewnym spokojem.  świat nie mieni mi się teraz tysiącem barw, ale za to ma mnogość faktur i ja się chętnie w te materiały zawijam, bardzo szczelnie nawet i kontempluję ciemność w samotności.

tą przestrzeń trzeba oswoić na nowo, nawet jeśli okazuje się, że to tylko zmiana tapet i lekkie przemeblowanie. ale w obecnych okolicznościach odbieram je jak przeprowadzkę do nowego świata, gdzie nie koniecznie zaczynam od nowa i nie odkrywam, że odczuwam głębiej. po prostu mam okazję, to z niej skorzystam. teraz jest dobry moment na łapanie okazji. z tych starych rzeczy nawet bez odświeżania można zbudować nowy świat. wystarczy tylko dostrzec nowe połączenia

i czuję się jak znawca łąk, któremu ktoś zmienił teren pod stopami, biegam rozradowana, choć tutaj zamiast czterolistnych koniczynek są kaczeńce. Co za różnica tak w sumie … no bo właśnie … nie chodzi chyba o to, co można znaleźć ale co z tym da się zrobić, a mnie ucieszy tak samo bukiet polnych kwiatów jak obietnica szczęścia z czwartego listka koniczyny. może nawet bardziej …

o książkach i o bieganiu

Zabarykadowałam się ostatnio. Staram się czasem otworzyć okno i pomachać białą chusteczką ale warkoczy na wszelki wypadek nie spuszczam, żeby się przypadkiem nikt po nich do mnie nie wdrapał. Czasem się trochę szczerzę w uśmiechu ale chyba słabo mi to idzie, bo wszyscy na mnie jakoś dziwnie patrzą. I mało kto kuma. Myślę, że ja tez mogłabym tego nie kumać, gdybym w tym nie siedziała.

Oddałam się książkom. I bieganiu. Po ponad dwóch trudnych latach w moim związku książka i ja, czuję się jak wyposzczona panna młoda, która w końcu znalazła swojego amanta i boi się, że on zaraz ucieknie. Wiec go zabawia na wszystkie sposoby, gotuje mu, pierze, teatrzyk robi, wszystko byle tylko chwilo trwaj! Wszystko płynie, a ja się boję , że ten zapał mi też kiedyś odpłynie i wolę się zawczasu nachapać.

Bieganie (moje) ma w sobie to, że jest droga i ja. To też trochę taki romans jak książka i ja. Mogę ułożyć sobie relację, kochaj albo rzuć a bieg to kochanek cierpliwy. I nie odpuszcza. Z książką jest o tyle łatwiej, że mogę nią rzucić, ale to nie taka książka mnie interesuje. Wolę taką, która nie odpuszcza … czasem się martwię, że zdziwaczeję, że będzie mi coraz trudniej się porozumieć, że będę niedzisiejsza, jeszcze trudniejsza do zniesienia, jeszcze bardziej aspołeczna. I wcale nie mam ochoty powiedzieć, że jestmitakbardzowszystkojedno …

Ale zarówno książki jak i bieganie otwierają we mnie jakieś szczególne okna. Nie żebym już wszystko widziała i wszystko przeżyła i że nic mnie nie zaskoczy. Ale bieganie sprawia, że coś się we mnie przefałdowuje i słowa jakby płyną do mnie innymi drogami, przez inne korytarze, przez co docierają jakby w nieco innym stanie. Inaczej na nie patrzę, jak na ludzi,  którzy zbyt wiele przeżyli, by o tym mówić ale prosty gest czy mina starczają, żeby zrozumieć. Jeszcze nie wiem, czy wszystko rozumiem, ale słyszę jak ktoś puka do drzwi … wcześniej było cicho i raczej to ja mówiłam do siebie …

Nie nie przechodzę duchowej przemiany, nie spotkałam światła ani Boga. Nie stała się jasność. To ja się staję. Trochę późno, ale lepiej późno niż wcale.

I tak, chwilo trwaj …