jak powietrza potrzebuję …

Zatęsknij za mną, przecież milczę. A nawet, gdy mówiłam to słowami, których nie znałeś.

Nie dałam ich oswoić, zniknęłam a ty mnie nie szukałeś.

Zatęsknij za mną. Za przestrzenią schowaną w kieszeniach, za emocją zaciśniętą w dłoniach.

Nie pokazałam ci jej. Chciałam żeby należała do mnie, nie do nas.

Zatęsknij za mną. Bo nie wpisuję się w ramki, wśród których się obracasz.

Mam swoje drogi, swoje miejsca, swoje twarze, do których wracam.

Zatęsknij za mną, bo przecież żadnej mnie nie znasz a człowiek tęskni za tym co nieznane.

Nie pokażę się, nie dam się dotknąć ale będę mogła spokojnie żyć dalej …

Reklamy

ułamek cudzego życia

Niekiedy, przez jeden mały ułamek sekundy, który jest nierzeczywiście wyraźny, określony, zamknięty jak pudełko z niespodzianką, który przychodzi chyba po mrugnięciu okiem, nagle okazuję się nie sobą i w obcym miejscu na dokładkę. Jakbym się obudziła z niezwykle długiego snu a poza mną czas upłynął nieubłaganie i jak rzeka zmieniał kształt koryta. To jest coś porównywalnego do powrotu do swojego miasta po długiej podróży, kiedy ostrzej dostrzegasz kontury, które wcześniej, na co dzień ci się rozmywały, kiedy w najdrobniejszych szczegółach dostrzegasz zmiany, kiedy patrzysz na stare oczami, które zobaczyły już coś innego, coś więcej, coś dalej i ich chłonność absolutnie wzrosła a przetwarzanie obrazów stało się z goła innym, dłuższym i bardziej skomplikowanym procesem.

To jest ten ułamek sekundy, który mnie przeraża ponieważ nie wiem skąd się wziął, z jakiego innego życia (czyjego?) z jakiego innego czasu. Ponieważ nie wiem, kim jestem a czuję, że to nie do końca ja, jakbym miała za sobą inne doświadczenia a przed sobą inną przyszłość, choć gdy spoglądam na dłonie, to bez trudu je rozpoznaję.

I to także ten ułamek sekundy, który tuż przed zgaśnięciem przynosi mi jakąś radość z możliwości bycia gdzie indziej kimś innym i daje mi nadzieję, że jest jakaś alternatywa, w której można się schronić .

czwarty listek koniczyny

gdzieś w pewności, że wytyczam swoje nowe granice okazało się, że skrzętnie obwarowuję i umacniam stare. z tą tylko różnicą, że robię to z pewnym spokojem.  świat nie mieni mi się teraz tysiącem barw, ale za to ma mnogość faktur i ja się chętnie w te materiały zawijam, bardzo szczelnie nawet i kontempluję ciemność w samotności.

tą przestrzeń trzeba oswoić na nowo, nawet jeśli okazuje się, że to tylko zmiana tapet i lekkie przemeblowanie. ale w obecnych okolicznościach odbieram je jak przeprowadzkę do nowego świata, gdzie nie koniecznie zaczynam od nowa i nie odkrywam, że odczuwam głębiej. po prostu mam okazję, to z niej skorzystam. teraz jest dobry moment na łapanie okazji. z tych starych rzeczy nawet bez odświeżania można zbudować nowy świat. wystarczy tylko dostrzec nowe połączenia

i czuję się jak znawca łąk, któremu ktoś zmienił teren pod stopami, biegam rozradowana, choć tutaj zamiast czterolistnych koniczynek są kaczeńce. Co za różnica tak w sumie … no bo właśnie … nie chodzi chyba o to, co można znaleźć ale co z tym da się zrobić, a mnie ucieszy tak samo bukiet polnych kwiatów jak obietnica szczęścia z czwartego listka koniczyny. może nawet bardziej …

o książkach i o bieganiu

Zabarykadowałam się ostatnio. Staram się czasem otworzyć okno i pomachać białą chusteczką ale warkoczy na wszelki wypadek nie spuszczam, żeby się przypadkiem nikt po nich do mnie nie wdrapał. Czasem się trochę szczerzę w uśmiechu ale chyba słabo mi to idzie, bo wszyscy na mnie jakoś dziwnie patrzą. I mało kto kuma. Myślę, że ja tez mogłabym tego nie kumać, gdybym w tym nie siedziała.

Oddałam się książkom. I bieganiu. Po ponad dwóch trudnych latach w moim związku książka i ja, czuję się jak wyposzczona panna młoda, która w końcu znalazła swojego amanta i boi się, że on zaraz ucieknie. Wiec go zabawia na wszystkie sposoby, gotuje mu, pierze, teatrzyk robi, wszystko byle tylko chwilo trwaj! Wszystko płynie, a ja się boję , że ten zapał mi też kiedyś odpłynie i wolę się zawczasu nachapać.

Bieganie (moje) ma w sobie to, że jest droga i ja. To też trochę taki romans jak książka i ja. Mogę ułożyć sobie relację, kochaj albo rzuć a bieg to kochanek cierpliwy. I nie odpuszcza. Z książką jest o tyle łatwiej, że mogę nią rzucić, ale to nie taka książka mnie interesuje. Wolę taką, która nie odpuszcza … czasem się martwię, że zdziwaczeję, że będzie mi coraz trudniej się porozumieć, że będę niedzisiejsza, jeszcze trudniejsza do zniesienia, jeszcze bardziej aspołeczna. I wcale nie mam ochoty powiedzieć, że jestmitakbardzowszystkojedno …

Ale zarówno książki jak i bieganie otwierają we mnie jakieś szczególne okna. Nie żebym już wszystko widziała i wszystko przeżyła i że nic mnie nie zaskoczy. Ale bieganie sprawia, że coś się we mnie przefałdowuje i słowa jakby płyną do mnie innymi drogami, przez inne korytarze, przez co docierają jakby w nieco innym stanie. Inaczej na nie patrzę, jak na ludzi,  którzy zbyt wiele przeżyli, by o tym mówić ale prosty gest czy mina starczają, żeby zrozumieć. Jeszcze nie wiem, czy wszystko rozumiem, ale słyszę jak ktoś puka do drzwi … wcześniej było cicho i raczej to ja mówiłam do siebie …

Nie nie przechodzę duchowej przemiany, nie spotkałam światła ani Boga. Nie stała się jasność. To ja się staję. Trochę późno, ale lepiej późno niż wcale.

I tak, chwilo trwaj …

Alicja

178104.1Czasem moja przestrzeń wypełnia się rzędami liter. Gdzieś pomiędzy dowodami istnienia, pomiędzy punktami tyle co wyrysowanymi w przeszłości, jest tunel, do którego wpada Alicja. Już nie przerażona, już nie zaciekawiona, ale spokojna i szczęśliwa, jakby miała przed sobą ostatnie metry do domku babci a w koszyczku niosła pyszne wino i ciasto drożdżowe.

Wraca do domu po długiej nieobecności, maca swoje swetry z zeszłej zimy i sprawdza miękkość firan. Czy wszystko przyjmuje cię takim, jakim je zostawiłaś, czy miejsce na ciebie czeka, czy ty na siebie zaczekałaś?

Kładzie się na łóżku, które przyjęło tyle marzeń i sprawdza, czy jeszcze jej nie wystają nogi. I czy nie zapada się zbyt głęboko pod własnym ciężarem.

A wiec tak to jest wrócić …

I podróż nagle staje się nieważna, ta droga, którą przebyła, by na powrót zapukać do własnych drzwi. Ważne jest krzesło, fotel i kapcie, które nieskładnie leżały obok łóżka. Tak, znów będzie można. Tak, przekonała się, że jest tą, za którą się uważała. Tak, uśmiecha się spokojna.

Trochę brakuje jej oddechu, trochę nią wstrząsa szloch do środka, bo ta radość, którą odczuwa, na którą czekała, o którą się bała, że jej nie znajdzie, zamknęła ją w dłoniach. A ona tu zawsze była. Chciałaby wyjść ale nie ma siły, nogi są z waty, ręce bezwładne.

Czy to możliwe, że wróciłam? I że nic się nie stało. Że zawsze byłam, nawet gdy tak skrupulatnie chowałam się przed sobą.

Usłyszeć znów jak rzeczy do niej mówią, co szepczą między sobą. Zobaczyć drogi między milczeniem a wzrokiem, umeblować zagubienie, włożyć osobność jak płaszcz i cieszyć się słońcem albo deszczem. Wrócić do swoich, odzyskać klucz, który kiedyś zostawiła zbyt wysoko, albo uznała za zbędny, już nie pamięta. Ale teraz wie, które otwiera drzwi. I może spokojnie zaczekać.