ułamek cudzego życia

Niekiedy, przez jeden mały ułamek sekundy, który jest nierzeczywiście wyraźny, określony, zamknięty jak pudełko z niespodzianką, który przychodzi chyba po mrugnięciu okiem, nagle okazuję się nie sobą i w obcym miejscu na dokładkę. Jakbym się obudziła z niezwykle długiego snu a poza mną czas upłynął nieubłaganie i jak rzeka zmieniał kształt koryta. To jest coś porównywalnego do powrotu do swojego miasta po długiej podróży, kiedy ostrzej dostrzegasz kontury, które wcześniej, na co dzień ci się rozmywały, kiedy w najdrobniejszych szczegółach dostrzegasz zmiany, kiedy patrzysz na stare oczami, które zobaczyły już coś innego, coś więcej, coś dalej i ich chłonność absolutnie wzrosła a przetwarzanie obrazów stało się z goła innym, dłuższym i bardziej skomplikowanym procesem.

To jest ten ułamek sekundy, który mnie przeraża ponieważ nie wiem skąd się wziął, z jakiego innego życia (czyjego?) z jakiego innego czasu. Ponieważ nie wiem, kim jestem a czuję, że to nie do końca ja, jakbym miała za sobą inne doświadczenia a przed sobą inną przyszłość, choć gdy spoglądam na dłonie, to bez trudu je rozpoznaję.

I to także ten ułamek sekundy, który tuż przed zgaśnięciem przynosi mi jakąś radość z możliwości bycia gdzie indziej kimś innym i daje mi nadzieję, że jest jakaś alternatywa, w której można się schronić .

Reklamy