czwarty listek koniczyny

gdzieś w pewności, że wytyczam swoje nowe granice okazało się, że skrzętnie obwarowuję i umacniam stare. z tą tylko różnicą, że robię to z pewnym spokojem.  świat nie mieni mi się teraz tysiącem barw, ale za to ma mnogość faktur i ja się chętnie w te materiały zawijam, bardzo szczelnie nawet i kontempluję ciemność w samotności.

tą przestrzeń trzeba oswoić na nowo, nawet jeśli okazuje się, że to tylko zmiana tapet i lekkie przemeblowanie. ale w obecnych okolicznościach odbieram je jak przeprowadzkę do nowego świata, gdzie nie koniecznie zaczynam od nowa i nie odkrywam, że odczuwam głębiej. po prostu mam okazję, to z niej skorzystam. teraz jest dobry moment na łapanie okazji. z tych starych rzeczy nawet bez odświeżania można zbudować nowy świat. wystarczy tylko dostrzec nowe połączenia

i czuję się jak znawca łąk, któremu ktoś zmienił teren pod stopami, biegam rozradowana, choć tutaj zamiast czterolistnych koniczynek są kaczeńce. Co za różnica tak w sumie … no bo właśnie … nie chodzi chyba o to, co można znaleźć ale co z tym da się zrobić, a mnie ucieszy tak samo bukiet polnych kwiatów jak obietnica szczęścia z czwartego listka koniczyny. może nawet bardziej …

Advertisements