Alicja

178104.1Czasem moja przestrzeń wypełnia się rzędami liter. Gdzieś pomiędzy dowodami istnienia, pomiędzy punktami tyle co wyrysowanymi w przeszłości, jest tunel, do którego wpada Alicja. Już nie przerażona, już nie zaciekawiona, ale spokojna i szczęśliwa, jakby miała przed sobą ostatnie metry do domku babci a w koszyczku niosła pyszne wino i ciasto drożdżowe.

Wraca do domu po długiej nieobecności, maca swoje swetry z zeszłej zimy i sprawdza miękkość firan. Czy wszystko przyjmuje cię takim, jakim je zostawiłaś, czy miejsce na ciebie czeka, czy ty na siebie zaczekałaś?

Kładzie się na łóżku, które przyjęło tyle marzeń i sprawdza, czy jeszcze jej nie wystają nogi. I czy nie zapada się zbyt głęboko pod własnym ciężarem.

A wiec tak to jest wrócić …

I podróż nagle staje się nieważna, ta droga, którą przebyła, by na powrót zapukać do własnych drzwi. Ważne jest krzesło, fotel i kapcie, które nieskładnie leżały obok łóżka. Tak, znów będzie można. Tak, przekonała się, że jest tą, za którą się uważała. Tak, uśmiecha się spokojna.

Trochę brakuje jej oddechu, trochę nią wstrząsa szloch do środka, bo ta radość, którą odczuwa, na którą czekała, o którą się bała, że jej nie znajdzie, zamknęła ją w dłoniach. A ona tu zawsze była. Chciałaby wyjść ale nie ma siły, nogi są z waty, ręce bezwładne.

Czy to możliwe, że wróciłam? I że nic się nie stało. Że zawsze byłam, nawet gdy tak skrupulatnie chowałam się przed sobą.

Usłyszeć znów jak rzeczy do niej mówią, co szepczą między sobą. Zobaczyć drogi między milczeniem a wzrokiem, umeblować zagubienie, włożyć osobność jak płaszcz i cieszyć się słońcem albo deszczem. Wrócić do swoich, odzyskać klucz, który kiedyś zostawiła zbyt wysoko, albo uznała za zbędny, już nie pamięta. Ale teraz wie, które otwiera drzwi. I może spokojnie zaczekać.

Reklamy