wspomnienia

dscf3476-editZapominam się. Zapominam się w obrazach, dźwiękach słów, gdzie zostawiam jakieś fragmenty dni. Próbuję z nich ulepić jakąś przeszłość, trochę schować, trochę uwypuklić, żeby mi zostało coś stabilnego, coś, o co mogę się oprzeć w chwili słabości. Albo coś miękkiego, na co mogę upaść i się nie potłuc, gdy krok będę miała słaby i chwiejny.

I portrety. W pamięci odnawiam kreskę, która błądziła po twojej twarzy trochę bezwiednie a trochę na niby, bo nie pamiętam już, co było a co mi się śniło. Jedyne co pamiętam, to pragnienia, które się spełniały zawsze na granicy światów i pozwalały wierzyć w ich autentyczność i rzeczywistość, ale kazały milczeć, pod groźbą zniknięcia. Bezpowrotnego. Wiec milczę o tych chwilach, które spędzaliśmy gdzieś na skraju życia, żeby je zachować na jak najdłużej. Przecież nie wszystko co było, musiało zostać wypowiedziane, zamknięte, podsumowane, odłożone na półkę. Są rzeczy, które nigdzie nie pasują, które trudno gdziekolwiek schować, więc się je przekłada z jednego miejsca w drugie ale żadne z tych miejsc nie jest ani szafką, ani półką, ani szufladką. Wciąż na wierzchu, żeby sięgnąć w każdej chwili, wciąż pod ręką, żeby zajrzeć, popatrzeć i nie przestawać wierzyć. Wciąż się wahać, przerabiać, pruć, przestawiać. Obiecywać sobie i wmawiać. Negować, karcić się, uciekać. Żeby dożyc jutra

Czy da się poskładać coś stabilnego z tego wszystkiego? Jakieś krzesło? Albo chociaż mały taborecik, na którym człowiek zmęczony przycupnie, oprze łokcie o kolana i się zamyśli. Jeśli materiał surowy, soczysty jeszcze i miękki. Jeśli wciąż niedopasowany. I jeśli każdy innego koloru. Czy da się oprzeć o coś zawieszonego pomiędzy, co jak zapach się lekko unosi i osiada to tu to tam, dając o sobie znać ale nie pozwalając się uchwycić.

Albo czy chociaż da się coś miękkiego z tego stworzyć, na co będę mogła upaść i się nie potłuc, gdy krok będę miała słaby i chwiejny …

fot. Anna Wołoch

Reklamy