pudełka

I znów zostawiasz mnie z pudełkami. Na ściankach gdzieś jest dotyk twoich dłoni; otwarte wieko sugeruje, że zostawiłeś w środku swoje spojrzenia. A ja próbuję to wszystko ochronić. W miękkiej bibule zdań zamknąć, żeby nie uleciało. Jeśli coś było. W najlepszym przypadku są to pewnie złudzenia, które mylnie biorę za prawdę albo prawdopodobieństwo ale przezornie, jestem ostrożna, konserwuję każdą pustkę, od ciebie, po tobie

W dniach milczenia, takich jak te, układam łańcuchy z wyrazów, które ostrożnie wkładam do pudełek. Cieszę się jak dziecko, któremu się zdaje, że pewnego dnia jego praca przyozdobi jakieś drzewko. Lecz czy można ozdobić nieistniejące. Szczególnie, gdy nie obchodzi się świąt, nie uznaje rytuałów?

Jestem w pułapce. Fragmentami wchodzę do pudeł poczynając od myśli i słów, by w końcu złożyć tam swoje obietnice a potem ciało i zamknąć. Zwabiona słodyczą wyobrażeń, o których miałeś mi opowiedzieć, ale uznaliśmy, że to niepotrzebne, bo przecież wszystko wiadomo, posłusznie układam się w formę, którą niebawem mogę przyjąć, gdy poleżę zbyt długo.

nie wiem, co z tym zrobic …

Reklamy