(nie)dzianie się

www.annawoloch.wordpress.comBudzę się czasem z lekko wzburzoną wodą w głowie. Już na powierzchni zbiera się piana, choć przecież jeszcze nic się nie stało i nie wiadomo nawet, czy się stanie. Ale już piasek już się chowa pod sukniami fal, a woda marszczy czoło. Ktoś mruczy, żeby zostać na brzegu.

Każdy krok staje się stąpaniem po linie. Punkt a od punktu b dzielą stare mosty, o których wytrzymałości nic nie można powiedzieć. I ryzykuję, gdy wsiadam do windy. Kiedy zaczynam myśleć, zdania formułują się w znaki zapytania. Są takie, które krzyczą, a niektóre patrzą tylko wymownie, co zrobię jakby czekały, aż się poddam, najlepiej gdzieś na środku drogi, aż odmówię udziału w życiu do następnej nocy, kiedy to  w końcu ktoś uspokoi morze. Bo ono wcale nie nabiera wiatru. Nie wzbiera w ogóle, nie zaczyna bujać od deski do deski.

Wciąż słychać jak podjeżdża pod dom samochód listonosza ale nieustannie słychać go w dali. A ja stoję jak ta głupia w oknie, bo żadnej wiadomości się nie spodziewam ale umieram z ciekawości i niepokoju, co też to mogłoby być.  W końcu cokolwiek niech będzie ale niech BĘDZIE. Silnik jest jednak jakby ulicę dalej, nie wiadomo czy do mnie podjedzie.

Niepewność udziela się słowom. Nie pokazują się całe, jakby się bały, że wypadną z ust już bezpowrotnie, że się potłuką na brudnym chodniku a upadek ich nie będzie tego wart. Bo nie zginą w imię idei, za jakąś treść nawet tylko bez sensu, wypowiedziane w niewłaściwym momencie, z nienaturalnie mocnym akcentem. A wszystkie słowa chcą choćby raz zabrzmieć, nie zagłuszone przez burczący silnik. Choć raz być królową balu i za taką możliwość pozwolą się wystrzelić ale tylko w czasie ciszy.

Niepewność udziela się dłoniom. Nie, wcale nie drżą. Stają się niczyje i nie przynależą. Nie wiedzą co mają robić, kim być, gdzie się schować a gdzie pokazać i czy w rękawiczkach czy bez. Chciałyby uciec, ale nie wiedzą, czy mogą i gdzie jest właściciel, by go ze sobą zabrać. Takie totalne zagubienie, gdy małe dziecko odkrywa, że zostało w domu samo a rodzice gdzieś wyszli. Tylko dokąd i kiedy wrócą i czy w ogóle?

Chciałabym się czymś zająć, by odwrócić się od siebie, ale nie mam rąk. Brak mi słów, żeby zagadać niepokój.

Opuszczona próbuję przeżyć, do poskładania się w całość. Bardzo się skupiam, aby to stało się już jutro… a skrzynka na listy pozostała pusta.

fot. Anna Wołoch

Reklamy