nietykalni

Pomięta wstążka ścieli wnętrze dłoni.

Intymność dotyku obita atłasowym materiałem.

Przez firanki zaglądam w twoje okno, do kieszeni płaczę urywanymi sylabami. Ubieram nasze ścieżki w grube parawany, strzegę spojrzeń. Zanim oczy na mnie podniesiesz lepkim językiem pragnień połykam wzrok twój, nie zdoła uciec. Nie dotykam. Pod stopy kładę dywan, dokądkolwiek chcesz uciec, twoje myśli ubrane w moje czujniki , wołają mnie do siebie. Nie ma związku między stopą a ziemią. Zabandażowałam kroki, żeby ci nóg nie pokrwawić, żebyś mógł pójść, gdzie zechcesz, nie odciskając we mnie śladu. Żebym nie mogła cię znaleźć, pisząc telegramy krwawymi palcami do domów pełnych twoich wysiedzianych chwil. Żeby mi strzałki z pozostawionych kropel nie szeptały twoich kierunków.

Za to są mosty, pełne słów w dole, w kanionach niedopowiedzeń, jak kamienie, spoczywają na dnie, przygniatając śmiałość i niepewność, zapach nagiej, poranionej skóry. Zakrzyczany świat. Nie wolno odkopywać trumny. Można wąchać kamienie.

Żeby ogień rozpalić tej zimy, trzeba krzemieniem ciała o ciało trzeć nieprzerwanie. Do słońca rozłożyć nagie piersi, wiatrowi pozwolić podsycać żar. Wbrew przesądom, spod kamieni w wąwozach wyjąć skaleczone stopy, żeby twoja krew w środku dłoni obnażyła moją postać, gdy niespodziewanie przeczeszesz moją twarz.

W tętniącej, czerwonej sukience, wówczas, być może, będę

Reklamy