miasto

Szukam miasta z wolnymi krzesłami. Z rękawiczką na chodniku lub witrynie sklepu, w którą mogę wślizgnąć palce bez wysiłku ale i bez pozostawiania pustych przestrzeni. Z szybami, w których zobaczę coś innego niż siebie, jakiś gest może albo zaproszenie. Miejsce.

Szukam miasta szepczącego moje imię do snu ruchem tramwajów. Z pętlą autobusową podkreślającą literę z moich inicjałów. Świateł  spoczywających na moim ramieniu jak ptaki, które chciałyby rzucić jakiś cień. Chcę w nim odpocząć.

Szukam miasta, gdzie chodnik ułoży się do moich śladów, gdzie dłonie przechodniów będą witać moje ubranie każdego dnia jak własne, głaskając bez sinych odcisków. Gdzie moje ciało będzie się splatać z rzędami kamienic i będę znała klucz do wszystkich drzwi, albo będę umiała go wymówić w lokalnym języku.

Szukam miasta z wolnymi krzesłami. Z nowym fotelem przy starym stole, na którym czeka herbata. Może nawet  już zimna. Miasta, którego imię mnę w kieszeni płaszcza po cichu, i jak pantofelek kopciuszka próbuje je dopasować do znajomych ulic. Ale nic się nie składa, głos nie brzmi, cegły nie trzymają się ścian i stoję wśród ruin. Bucik nie pasuje do bajki.

Tęsknię za moim miastem. Za dźwiękiem jednego słowa rozłożonym na deszczowych szynach, które mnie zaprowadzi za rękę do miejsca. W moim mieście.

Pod krzesłem.

Znoszone kapcie.

Więc czekam…

Jestem ?

Reklamy