starość

i widzę jasno jak się ścielę drogą wzdłuż traw i drzew, rzeką podług koryta idę miarkując wiatr, studząc prąd. niespiesznie, choć tęsknym wzrokiem na boki się rozglądam, pozorny ster trzymam w dłoniach, łudząc się swoją wolą. i boję się zboczyć między krzaczki malin, pod listki małe się schylić, by parę jagód znaleźć, bo może się tam czaić żmija, której tak bardzo się boję. i stóp się boję twoich językiem zimnym zamoczyć, bo zlękniony odejdziesz. i przepaści się boję, kiedy pójdę za tobą i gór, z których będę musiała zejść.

i ręce czasem tylko wyciągam do nieba, żeby ponad słowami świat znaleźć bez trwogi. opuszczony stary dom.

Reklamy