ludzie bez klucza

są ludzie, którzy chętnie opowiadają o swoim domu. rozłożystymi ramionami pokazują zakamarki, smutnym uśmiechem wspominają ślady po obrazach. zabierają do kuchni i na wysłużonym zydelku oglądasz, jak przygotowują kolację i jaką parzą herbatę. jesteś z drugiej strony firanki tuż przy palnikach, choć nie czujesz ciepła.

dość swobodnie się poruszasz  ale jednak z ręką przy ścianie, bo podejrzewasz, że szybko możesz się zgubić. jesteś trochę zdumiony, że pokoje są tak szeroko otwarte  i książki na wierzchu leżą z pozaginanymi kartkami. i że kapcie dostałeś prawie w swoim rozmiarze. potem przychodzi kolejne zdziwienie, kiedy między pokojami nie znajdujesz korytarzy i nie widzisz haków na których wiszą lustra i obrazy. nie ma nitek między krzesłami i stołem, między łóżkiem a dywanem. i miejsce na kanapie nie wysiedziane. zapytujesz o prześcieradło zapachów, które wisi w powietrzu. obcy patchwork znajomych nut pozczepianych agrafkami. hałas, nie melodia, ciąg słów, nie zdanie. jakby pranie chciało zawisnąć bez sznura.

zwiedzasz dalej, do upadłego, bo nagle ten porządek i czysta podłoga zaczynają cię zastanawiać, szczególnie kiedy pomyślisz o bywających tu gościach. dyskretnie spód krzesła palcami macasz i rękę w mąkę wkładasz. szukasz klucza. w jej zaciśniętej dłoni.

też jest pustka.

Reklamy