portrety (5)

Są ludzie źle poskręcani. Nie zapięci na wszystkie guziki, nie dostatecznie okryci. I bez przerwy coś gubią i wciąż czegoś szukają. Pochyleni, skupieni na dotyku dłoni do chodnika, bo wierzą, że pod palcami znajdą zagubione części. Że to, czego brak, jest na wyciągnięcie ręki. Więc wyginają się w górę i w dół, i na boki, żeby każdej ze ścian dotknąć, żeby o każdy zakamarek skórę otrzeć i własnym ciałem pozbierać okruszki granic. Może wówczas zapną ostatni guzik ramy, może wówczas przestaną marznąć.

Przytulają się, próbując przeniknąć inne ciało, zadomowić się w harmonijnej postaci, zebrać wodę do jednego pojemnika. A potem uciekają, nocą bezgwiezdną, deszczem, podziemnymi strumieniami, zasuszeni, pomniejszeni, w garści zamknięci. I łapczywie piją wodę z kałuż na kolanach ziemi, niebem okryci, znów o parę części ubożsi, ale gotowi ruszyć w dalszą drogę. Znów muszą szukać tego, co im zabrakło, choć nie są przekonani, czy to potrzebne.

Życie ich zamyka się do toczącego się guzika o dwóch dziurkach. Do rozgorączkowanych, rozedrganych dłoni, które próbują przytrzymać odpadające co rusz kawałki ciała. Do palców gotowych by przyszyć, doszyć, załatać.  Do lustra w którym odbijają się tylko fragmentami. Do ust, które słowami próbują zbudować nową postać.

Bezskutecznie…

Reklamy