spotkania na peronach

Albo spotkania na peronie. Może pociąg się spóźnia, może ty, może pomyliłeś kierunki. Rozciągasz pusty czas wzdłuż torów, rozcieńczasz go czekaniem. Jeszcze wstrzymujesz się z podróżą, jeszcze zostawiasz wszystkie myśli, jeszcze ich nie budzisz, niech śpią. Do ostatniej chwili. Głaszczesz kołdrę wczorajszych zdań, poprawiasz poduszkę, jakby tam spało twoje dziecko, którego przez jakiś czas nie zobaczysz. Nie stać cię na pożegnalne drżenie rąk, wiec przyglądasz się tylko i w myślach odprowadzasz je do szkoły, a potem na zajęcia z rysunku. Żeby zachować twój rytuał, żeby nie wypaść z rutyny.

Dlatego nie widzisz spojrzenia.

Nie krzyżuje się jeszcze, choć jesteś już w świetle lamp. Już cię grzeje jakiś głos, albo raczej droga, którą będzie do ciebie biegł, podczas gdy ty wciąż powtarzasz nie do końca wyuczony tekst. Skupiasz się na intonacji, na barwie głosu i może nawet jesteś trochę śmieszny, bo nie wiesz że już nie grasz.

Zerkasz na zegarek. Czas na pożegnalnego całusa, na zrzucenie kołdry, na ostanie komendy. Za chwilę postawisz nogę na schodach, otworzysz za ciężkie drzwi z zardzewiałą klamką.

Pospiesznie zgarniasz scenariusz do eleganckiej, skórzanej teczki, nerwowo próbujesz zachować kolejność zapisanych kartek. I wtedy nagle, na chwilę podnosisz głowę, bo duszno ci od tych wszystkich zapisanych zdań i masz ochotę na coś innego, coś lokalnego, jakiś smród ze smażalni, albo łyk spalin. Jakiś antrakt. Na jakąś kotwicę, która na chwilę ugnie ci nogi ciężarem jednej chwili i usadowi na ławce. Chyba jeszcze masz czas przed odjazdem.

I wtedy nagle światło odgarnia przed tobą zarośla. Widzisz poprzez drzewa. Coś miga w dali, coś szeleści. Nie dowierzasz, ale nie chcesz sprawdzić. Czujesz, że to spotkanie. Spotkanie! Nowa, nieznana droga. I boisz się strasznie, bo nie ma jej w scenariuszu, bo w teczce są równo ułożone kartki, bez tłustych plam nawet i nie odważyłbyś się nigdy ich zagiąć czy rozsypać. I nie zmienisz peronu, bo ci się zdaje ze wszyscy patrzą i na to czekają. A ty nie byłeś po drugiej stronie i co będzie jak się zgubisz? Jak pomylisz kierunki, jak zaczniesz iść a droga zniknie, jak zgubisz swoją teczkę? A oni patrzą. Choć ty ich nie widzisz. Masz w głowie ich palce. (Co one tam robią? Ich palce w twojej głowie?) Coś cię podrywa z miejsca i jednocześnie usadza głębiej. Nowe głosy. Na peronie. Rozmazane didaskalia. Nie ma drogowskazów. Są tylko wagony.

Wahasz się? Myślisz? Rozważasz? Jesteś w momencie przerzucania strony, kiedy do napisanego zdania, wślizguje się twój własny tekst. Jeszcze nie wstajesz, ale między spojrzeniami twardnieje most.

Na twój peron wjechał pociąg. Już czas.

Reklamy