spotkania cd

Albo chwila przed spotkaniem, kiedy rozsiadam się w przestrzeni między nami. Zabieram cale miejsce na słowa, bo to ja układam dialogi, to ja poruszam twoimi ustami, to ja na siebie tobą patrzę strumieniem pełnego zrozumienia.

Pozwalam ci iść moimi śladami, wpisywać przygotowane słowa w pola krzyżówki, a ty robisz to tak zwyczajnie, jakbyś dokładnie tego oczekiwał, to właśnie chciał powiedzieć, ten gest uczynić. A potem przykładam ci palec milczenia i powoli zasuwam ciężką kotarą całą scenę, na której gramy. I w końcu pozwalam ci mówić. Niepotrzebnie.

Spotkanie jest już  milczeniem tak niezbędnym po wszystkich poczynionych przygotowaniach, jest łykiem wody, mającym uleczyć gardło, przez które przeszło zbyt wiele słów, zbyt ciężkich, zbyt szybko. Jest porządkowaniem tej przestrzeni, którą chcieliśmy zagrabić, ułożyć, rozplanować. Chcę bardzo, by przydeptana trawa odzyskała swoją sprężystość z chwili, zanim rozłożyłam koc. Pewnie nie powinnam była tego robić. Zamykam oczy, żeby wymazać czas. Bo nagle wszystko straciło sens. Słowa stały się zbędne, pozbawione  świeżości i blasku wróciły z powrotem; chowam je gdzieś na dnie szuflady.

Szukam miejsca, w którym na chwilę położyłeś rękę. Zmarzły mi palce w tej drodze do siebie.

Reklamy