ciało

Dojrzewam do zakwitania. Rozpuszczam wolno włosy zmarszczek, znaczę terytoria, na mapie, granice uczuć. Układam twarz konsekwentnie, adekwatnie lub na przekór charakterystyce terenu. Czasem palcami sprawdzam ślady stóp na tych drogach. W pąk rozwijam ugniecione ciało i garściami płatków, zachłannie zagarniam powietrze do środka. Potrzebuję więcej tlenu do życia. Bo teraz będę żyć.

Pył słów, pozostałych na zapisanej kartce, którą czas podziurawił, zmiotłam do samego środka i teraz bije w rytm dni, i rozprasza się dźwiękami, których dłużej już w sobie kryć nie mogę. Niech się rozprzestrzenia. To tylko echo, a ja jestem z ciała.

W rękach ugniatam myśli. Krew z mięsa w dłoniach spływa po nadgarstkach. Widzisz? Ciałem się stałeś. I żyjesz

Reklamy