melancholia

nie umiem balansować na krawędzi, trzymać się wytyczonych nawet przeze mnie samą granic. nie umiem się rozciągnąć od – do, nawet z marginesem błędu. nie potrafię wypełniać naczynia jakim jest życie, bo wciąż mam ochotę się wymykać, rozlewać, zadeptać. umiem spadać.

ileż płotów postawiłam dla satysfakcji niszczenia ich, szukania dziur i obejść. ile słów stawiałam na straży, nagrywając się z ich niemocy, zbyt wąskich ramion, by mnie usadzić w miejscu, zatrzymać.

a ile łez wylałam, ubolewając nad brakiem formy. a potem rozlewałam się bezbarwną cieczą w zakamarki przyrody, gdzie jeszcze nic nie płynęło. nie mylcie mnie jednak z odkrywcą ani podróżnikiem. nie sądzę też abym była poszukująca, choć czuję się bezdomna… i przydała by się czasem ziemia.

tak, mam pałac, ogromny, zanurzam się w jego piwnice i korytarze i niemal wszystko wydaje mi się obce. niby u siebie, a jednak coś próbuje mnie stąd wygnać, na nieokreśloną zewnętrzność, na rozsypanie. każda ja kolejno zamyka za sobą drzwi, bez żalu, ale znów naga z zagubionym bagażem prawd podstawowych. rozsypana, drżącymi rękami próbuję się zbić w jakieś istnienie, marzę o kierunku. bezkresny świat, gdzie nie spojrzeć.

w koszyku pełno kłębków nici. nawet kolorowych. kiedy znów się potknę, wszystkie się rozsypią i pobiegną, każdy w swoją stronę.

i znów ich nie odnajdę.

tak … może masz rację …

tylko boję się, że gdy przestanę szukać, to już mnie nie będzie.

Reklamy

6 thoughts on “melancholia

  1. Mnie też się udało – klikałam we wszystko co mogłam i jakoś:) A co do braku formy i łez, to rozumiem, czasami nad jednym wersem siedzę kilka dni i również prawie ryczę. Niestety, wydajność nie jest wtedy imponująca:)

  2. uwielbiam czasem to swoje błądzenie po odbiciach znaczeń. znalazłaś tam zupełnie inny obraz niż chciałam zamieścić:-) nawet nie wiesz, ile mi sprawiłaś radości:-)

Możliwość komentowania jest wyłączona.