samotność

w milczeniu drzewa liść chowa słowa zawstydzone. w papierowych łódkach płyną pogięte świeże zdania. a miały nieść historię. z gardła niemego żywicą wypływa cała zawartość szuflady. nie opróżniam naczynia. wolałabym się zachłysnąć jego zawartością powietrza, zadławić zgęstniałym kłębkiem wspólnych nici. powiązać się z miejscem i czasem. na czas trwania. czegokolwiek.
moim czymkolwiek jest nieme echo po szeptanych do środka myślach. tren marzeń znaczący drogę do świata na innej wysokości. tam, gdzie nie sięgam.
trwaniem jest czas, mój dywan, na stopy moje tylko skrojony
miejscem jestem ja
bez okien

Reklamy