A zakupy kobiecie kaplicą.

buriedinclothing_0

Moja szafa nie ma drzwi, więc nie muszę jej otwierać, żeby widzieć, jak pełnią swoją do oczu mi skacze i próbuje wyrzutem w sumienie się wgryźć, kiedy ja tak stoję i paczę i nie mam się w co ubrać. I wcale nie jest to wymówka rozkapryszonej kobiety, nadmiernie hołubiącej wszelakie okrycia ciała swego. To jest fakt autentyczny, udowodniony.

Proszę bardzo:

Idzie kobieta do sklepu, do galerii najchętniej, bo tam dużo sklepów w jednym miejscu, a na dodatek jest to jedyna przestrzeń, w której kobieta wspina się na wyżyny swoich umiejętności orientacji w terenie i nie gubi się nigdy (mnie to niestety nie dotyczy). Dumna ze swych unikatowych atutów, pełna wiary w lepszą przyszłość, wchodzi kobieta do sklepu. I bierze bluzki, spodnie, sukienki w dwóch słusznych rozmiarach, za małym (jesteśmy ambitne i lubimy wyzwania) i za dużym (nie można się męczyć całe życie).

Z naręczem upolowanych ciuchów wchodzi już lekko spocona do przymierzalni, gdzie tylko do 5 sztuk można, ale ona wchodzi z wszystkimi, bo pomylono ją z personelem, przecież żadna klientka tylu ciuchów sama z siebie by nie dźwigała. I zaczyna się wojna.

Zanim spodnie rurki się wcisną do kolan, pół litra wody plecami do majtek spłynie, by utrudnić wspinaczkę materiału do rozległych połaci tyłka. Wiadomo: woda, wilgoć, większe tarcie. Kilka głębszych i kilka płytszych oddechów, by jeden mocny bezdech ciało skurczył, niczym torbę próżniową, w którą pakuje się pościel. Teraz zostało już tylko parę strategicznych i przemyślanych ruchów, które kobiety mają opracowane do perfekcji i proszę! flaga na maszt zatknięta. I w końcu, po zawziętej szamotaninie (jak się baba zaweźmie …), guzik zostaje dopięty w miejscu newralgicznego kompromisu, tzn. część ciała (brzucha, tak konkretniej) jest w spodniach, część wystaje ponad (upchniemy je w bluzkę). Szczęśliwa, choć zmęczona kobieta, chciałaby usiąść, spocząć, bo przecież to początek dopiero (zaledwie pierwsze spodnie!), ale się orientuje, że nijak nie może, tak szczelnie w te spodnie jest zapakowana. Więc zarządza wojskom palców odwrót, skoro zamek został zdobyty, zgrabiony i pokonany, czas wrócić do królestwa rozmiaru swego.

Teraz przymierza rozmiar za duże, by uwypuklić kontrast, aby stwierdzić, że tu wisi, tam odstaje, i ostatecznie podsumować: do dupy takie ciuchy, wyglądam jak po starszej siostrze. Zanim jednak zdejmie, materiał jest już oswojony, krój rurek spasował się z żakietem z zeszłego sezonu, co w szafie tak samotnie wisi i by mu się takie spodnie na pocieszenie przydały. O butach to się jakoś później pomyśli. No ale za dużych przecież nie wezmę, raz jeszcze przymierze tamte. Tamte drugim razem już buntują się wymowniej, gdyż na biodrach zarządzają strajk i dalej nie idą. Raz weszły wystarczy, drugi raz namówić się nie dadzą i już. Za dużo strat! Kobieta twarz próbuje zachować przed tą, co w lustrze się na nią gapi, więc udaje, że wszystko w porządku, przecież raz zmierzyła i dobre były, to jutro też będą. A poza tym, przecież ona się odchudza! No właśnie! Za trzy tygodnie to w ogóle będą jak ulał leżały. I postanawia, że nawet na zachętę, do motywacji je weźmie. Łatwiej jej wówczas przyjdzie powstrzymać się od tych kolacji winem zakrapianych, na poprawę humoru, na słaby nastrój, że tych kilogramów to jednak stanowczo za dużo ma. I odkłada mniejsze do kupienia.

Idźmy dalej.

Potem jest bluzka. W cyckach przyciasna, ale to stanik sobie kupi inny, taki, co biust jej spłaszczy trochę, a trochę pod pachy schowa i bluzka będzie jak marzenie. A ona tę bluzkę musi wziąć, bo przecież ostatnia wisiała. A jak ostatnia znaczy, że zeszły, a jak zeszły znaczy, że modne i że trzeba brać. No i na dodatek ta ostatnia jakby na nią czekała. To znak! A jeszcze jak się w niej w pracy pokaże, to dziewczyny będą pękać z zazdrości, a ona będzie powtarzać i powtarzać (z niekłamaną satysfakcją, choć z udawanym żalem), że ostatnią kupiła i że więcej już nie ma. A one będą zazdrościć mocniej i mocniej za każdym razem, kiedy na nią spojrzą i po kryjomu będą szukać podobnej. Tylko o tym staniku trzeba pamiętać.

Następna jest kiecka. Zamek jakiś dziwny, dopiąć się nie chce, ona ręce wygina jakby je z gumy miała a on nie chce jej za nic ustąpić. Będzie wojna? Chwila konsternacji, warto, nie warto się bić, i nagle przebłysk inteligencji rozświetla jej twarz: zmierzy bez zapinania, czy jej w tym kroju i kolorze ładnie a w domu starego poprosi, to jej zapnie raz dwa, co ona się tu będzie w tej ciasnej kabinie męczyć, cały stos ciuchów przed nią, a to dopiero pierwszy sklep. A jak przyciasna będzie, to sobie bieliznę ściskającą kupi, ona ciało zzipuje do jednego rozmiaru mniej, będzie jak ulał. Bierze.

I tak w ten deseń do wieczora mniej więcej.

Do domu wraca uradowana taka, w końcu będzie miała w czym chodzić i taaakie zakupy zrobiła i tyle okazów ostatnich ustrzeliła, najmodniejsza w mieście będzie bez wątpienia.

W domu jej się przypomina, że głodna, całe 3 godziny nic nie jadła, a przy tym mierzeniu pewnie ze 3 kilo zgubiła, tyle wysiłku ją to wciskanie się w ciuchy kosztowało, solidna kolacja się należy.

Je. Jak po wojnie.

Następnego dnia ledwie wstaje, bo jej jeszcze wczorajsze obżarstwo zalega, wyrzutem sumienia dodatkowo obrośnięte, że nawet nie śmie się wbijać w świeżo zakupione rzeczy, żeby od rana, od poniedziałku, na drogę frustracji nie wkroczyć.

Więc zwleka się przed szafę swoją, stoi tak i paczy na te uginające się drążki i półki pełne, obficie uzupełnione a łzy ciurkiem jej lecą, bo portfel pusty, szafa pełna, a ona dalej nie ma, co na siebie włożyć.

Tak więc ten …

 

 

Reklamy

5 thoughts on “A zakupy kobiecie kaplicą.

  1. -misiu,które getry mam kupić białe czy czarne?
    -białe…
    -ale misiu,białe pogrubiają…
    -to weź czarne…
    -czarne? mam już chyba ze cztery pary czarnych
    -to nie kupuj wcale
    -wcale?! no wiesz,mam goła chodzić??przecież nie mam co na siebie włożyć!

    🙂

  2. Nie poznaję Cię! 🙂 A sądziłem, błędnie, że tylko bardzo skondensowane formy to Twój żywioł! Super!
    PS.
    ja nawet nie wchodzę do „babskich” sklepów bo mam słabe serce, no i na szczęście w galeriach są księgarnie 🙂

    • kiedyś kiedys zdecydowanie pisałam dłuższe formy choc w takim tonie to raczej rzadko:-) Rzadko mam tego typu humor.
      Ale w necie długich opisów nie chce sie czytac, więc albo zamieszczam fragmenty, albo po prostu ograniczam sie do małych form. Ale jest mi miło, że ci sie spodobało:-)

Możliwość komentowania jest wyłączona.