gorąca herbata

kiedy tak siedziała, wzrok, niczym ochroniarz, sprawnie przepychał się przez tłum świata. przesuwał na boki wszystkie ściany, rozgarniał powietrze i drzewa, w jakąś przestrzeń poza. pazurami ściągał korę i kolory. liść po liściu, znikały słowa, wysychały krople pragnień i tęsknoty. jasność i ciemność, zrzuciwszy swe szaty, zakleszczyły się w uścisku.

jednostajny hałas w jej głowie chciał wytapetować nową przestrzeń, ale nie mając się na czym zawiesić, spadał w otchłań. z milczeniem.

na jakimś stole, przed kimś, stał kubek z gorącą niegdyś herbatą.

ale to musiał być sen, bo przecież już nigdzie nie ma stołu.

a nawet myśli.

Reklamy