home is not a harbour

Czy może mieszkam w otwarciu okna, kiedy wypuszczam oddech i pobieram z rąk wiatru zapach ziemi , dźwięk monotonnej prędkości i kroki, nawinięte na żelazne koła. Kroki, które za mnie obracają ziemię, by raz była noc, a raz dzień.

W przedziale pełnym szkła okien i drzwi, z przybrudzonym lustrem, w popielniczce, za firanką, w mapie dróg? W spojrzeniu przez okno, gdzie moja twarz nakłada się na rozmazane, nieświadome niczego powietrze?

W dłoniach, gdy chowam zmęczoną głowę, bez ramion na podparcie? Miedzy kolanami, gdy ręce nawet nie mają już siły wzroku unieść, choćby do lustra? By raz jeszcze spojrzeć, upewnić się. Że tu Ściany, tam Półki, niczym Morza i Góry, a tu moja Kanapa. Moja?

Miejsce, Dom, Serce.

a ja …

Reklamy