nie stanął czas

I to pragnienie, by wysiąść, zanim się zatrzyma pociąg i zniknąć jak punkt w krajobrazie. Pozostawić siebie gdzieś z dala od tego wszystkiego, co stanowi o mojej postaci. Zająć się niebyciem, przestać się szukać, po kawałku, w piasku i na ulicach. Przestać zaglądać pod kanapę w poszukiwaniu ukrytej butelki, która wypełni ciało, jak dawniej i będzie bulgotać we mnie jakimś życiem. Zewnętrznym nawet.
Teraz nie.
Teraz chcę wypompować z siebie wszystkie rzeki, wyprowadzić myśli, zdefraudować kapitał doświadczeń. Krzyczeć i milczeć jednocześnie. Czas łamać i w zgięciach upychać tamte dni. Przycisnąć je do siebie, żeby się stały zlepkiem kurzu. Nic nie waży już czas podeptany.
Ale muszę jechać, dotykając miejsc, już zimnych, na których, gromadzą się przyschnięte, zmęczone minuty. Jak urojenie. Bo nie oddychają już, w kanapę wbite, a ja nie wiem, czy to wzór taki, czy coś się rozlało. I czy na pewno mnie …

 

Reklamy

2 thoughts on “nie stanął czas

  1. Wczoraj natknęłam się na ten demotywator, a teraz proszę, dopowiadasz tę historię, choć dopowiedzieć do końca nie sposób. Jesteś moim wzorem subtelnych refleksji, pozdrawiam Cię najserdeczniej.

Możliwość komentowania jest wyłączona.