śnienie

jest wieczór. przed toaletką bez lustra zasiadam gotowa. makijaż nakładam na pamięć rąk, coraz głębsze rowy gładzę, zasypuję jasnym pudrem. we włosy wbijam noc, by w niej ukryć całą twarz.

do szafy podchodzę naga, by wybrać kostium na  spektakl. a tam zamki wspaniałe, rycerze … jak w bajkach, gdzie pod kolejnymi tytułami, palcami uczepione są do kart akapity, całe w szczęśliwym złocie. dotykam, choć na pamięć znam ich wagę i kształt i wiem, gdzie koń pójdzie ze swym panem na grzbiecie.  przeszłam już wszystkie drogi. we wszystkie wieczory.

łódź przede mną, z twoją ręką, zaprasza. czy naprawdę myślisz, że znów powinnam popłynąć? do tych samych słów, kruszących się z niedokończonych zdań? do tych samych próśb, zawieszonych na rzęsach? bez odpowiedzi na plecach białej koszuli. jeszcze raz pozwolić sobie odmalować henną na dłoniach tęsknotę i oczekiwanie? jeszcze dzień jeden zaczekać, bo może w końcu się do mnie odwrócisz?

czy znów mam się wspinać, by przed szczytem znaleźć ślady po tobie, zadeptane … i obecność niepewną zastać, a przed świtem obudzić się porzucona, przed szafą z lustrem podstarzałego wstydu…

jest wieczór. przed toaletką  zasiadam gotowa. odwracam się plecami

Advertisements

One thought on “śnienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.