inna

zobaczył ją nagle. ucichły drzewa i czas. tylko ona na jakiejś równoległej ścieżce biegła. skoncentrowana na tej nitce, co się wybiła ze wzoru. zawiedziona samotnością poszukiwań, niezwykle mocno uczepiona swojej drogi, była. jedynie włosy zdradzały niepewność jej ruchów. a uśmiech, jak porcelanowy dzban, popękany był cały niczym zastygła lawa. niemy. nieżywy. a może tylko taki stary.

w oczach odbijał się inny świat, swoisty porządek nieładu myśli, nad którymi ślęczała nocami. nieruchoma między nićmi, z dala, wzrokiem szukała ich dróg, w coraz głębszym zacieśnieniu, dokąd docierała już tylko wyobraźnia. codziennie od nowa, w innym labiryncie głaskała żywopłoty. w innej gęstwinie szukała malin.

i plotła kolorowe dywany.

i latała nad głowami. bo jej myśli nie stąpały po ziemi.

 

a on to wszystko ujrzał.

w małym fragmencie powietrza, które przyniosło jej słowo.

jak talizman je schował, jak klucz, do pokoju, w którym ją spotka wieczorem. niemy pakt.

poszedł. z tym słowem jednym. pewien.

chciał dotknąć, poruszyć, poczuć pod dłońmi jej palce, co tkały, jej oczy, co widziały tam, gdzie był już tylko chaos i ciemność.

nie pukał, stał tylko ściskając zmięte już słowo.

zupełnie niepotrzebnie, bo ona zamiast słów chciała go widzieć nagim.

ale on nie chciał się rozebrać i wejść. za bardzo się bał się tak wszystko zostawić.

Reklamy