dom

krzyczała.
o jak krzyczała.
jakby od samej chęci, lawina miała w dół zejść i nowy porządek rzeczy ustanowić. nową drogę wytoczyć. nową górę i nowy dół wyznaczyć. szerokość horyzontu określić. krawędzie chodnika, żeby rzeka nie wylała się po polach bezładnie. żeby zaczepić lasso o wierzchołek jutra, skoro to jedyne, co może być.

potem budowała. z cegieł rożnych. co znalazła, co jej dali, albo co jej nie chcieli dać, a chciała mieć. bo bardzo chciała mieć takie twarze, jak te, mijane na ulicach. więc szukała cegieł. a każda inna była i żadna nie jej. ale zlepiała je do siebie, mimo że nie pasowały. a potem, gdy już stanęły za nią murem, próbowała wstawić łóżko, szafę, fotel i miskę z wodą do moczenia nóg. ale nic nie chciało się zmieścić. przestawiała, ucinała, skracała, aż sen się skulił w lęku, że nogi wystawi na noc, i że pójdą bez niego. bez snu życie traci ciągłość. a łóżko zrobiło się za małe. a szafa nie chciała wejść.
więc zamilkła
i poszła
tak po prostu, przed siebie
a z każdym krokiem jest w domu

Reklamy

2 thoughts on “dom

Możliwość komentowania jest wyłączona.