pogłos

w pozornej tylko ciszy zbieram ze słów po okruszku z pozostałych na niesprzątniętym stole. i wyobrażam sobie z nich, jak z iskry, która mogłaby wzniecić ogień, ale nie może, tapetę z chmur i ulotnego nieba na głodnym podniebieniu.
tyle smaków w powietrzu, w pogłosie od litery choćby, co jak ziarno ściskane w garści pozostaje wyobrażeniem drzewa, mimo, że na zawsze będzie już ziarnem. nie szkodzi. brak korzeni, niedostatek liści i zapach, co tylko mógłby być, gdyby…

gdybym umiała mówić słowami, zamiast sypać wyschnięte już ziarno, upiekłabym Ci chleb, za którym byś tęsknił. a tak ja tęsknię za słowami, które znam, ale których nigdy nie słyszałam. bo schowałeś je w głębokich kieszeniach milczenia i zmieniłeś płaszcz.
to nie ja je odnajdę …

P.S. Te wszystkie słowotoki prowokuje niejaki C Fuentes

Reklamy

4 thoughts on “pogłos

Możliwość komentowania jest wyłączona.