anatomia nieistnienia

wiesz, czytam właśnie Anatomię zniknięcia i już od samego tytułu, zanim otworzyłam książkę, zanurzyłam się w moim laboratorium nad nieistniejącym Tobą.
pewnie nie zdajesz sobie sprawy, ile miejsca zajmujesz w tym pomieszczeniu. dotykam ścian, probówek, menzurek, słoiczków, a tam wszędzie twoje palce, twoje słowa, pojedyncze westchnienia i milczenie, tak gęste, tak obfite, że wciąż nie mogę się z nim uporać. przelewam je, mieszam, wącham, dotykam, próbuję posegregować.
codziennie od nowa.
i nieobecność Twoja, która jednego dnia się nasila, innego oddala, ale której nie chce wypuścić, bojąc się, że stracę Cie na zawsze.niewidzialnymi palcami biegam po Twojej skórze, którą pamiętam z jednego tylko dotyku, muśnięcia wręcz, bo zanurzyłam tam kotwicę zachwytu, westchnienia, aż po gęsią skórkę. ubrałam więc tą chwilę we wszystko to, co nakłada się na wrażliwe dziecko i trzymam, chucham i nie zaglądam do niej, bo może już jej tam nie ma. dotykam ubrań tylko, delikatnie, żeby nie pobrudzić. ufam, że coś jest w środku. jakiś brak. chęć jakaś. pragnienie bycia.
codziennie dbam o Twoje nieistnienie. niezaspokojony głód pozostawia miejsce na nieznane, na wymarzony posiłek, choćby miał być ostatnim.
nienasycenie łagodnie rozczesuje mi świeżo umyte włosy, a ja patrzę w lustro i widzę tam już drugą stronę, tą niemożliwą. dlatego widzę ją tak dokładnie. wkładam palce w puste miejsca i sprawdzam, czy się zmieścisz, czy będziesz pasował. a kiedy się boję, że tak, szybko spuszczam zasłonę i uciekam z mokrymi jeszcze włosami. zanim będzie po wszystkim.
wiem, że gdy się pojawisz, bo pojawisz się na pewno, zburzę to wszystko. wysadzę w powietrze laboratorium, Twoje nieistnienie, moja tęsknotę. i zbuduję mur. prawdziwy. między nami.
może znajdziesz w sobie siłę, żeby …

jeśli go w ogóle zauważysz

Reklamy

9 thoughts on “anatomia nieistnienia

Możliwość komentowania jest wyłączona.