ukryte

widzisz jakie mam ciało, poorane. czerwone stróżki zdań kąpią na podłogę, opadają zasmucone, jak suknia, z której nic już nie będzie, bo piękna była tylko przed lustrem. a potem falbany zaszeleściły tandetnie niby a kolor przybrudził niebo i wszyscy się śmiali.
a przecież olśniła mnie przestrzeniami, fałdami za którymi tyle można schować, warstwami, które wciąż można odkrywać, oczarowała mnie zakamarkami gotowymi przyjąć każdy akapit, każde zdanie, wyraz czy choćby spojrzenie.
ale wystarczyło, że wyszłam i wszystko stało się jasne. palił mnie na skórze uwielbiony przed chwilą materiał waszych pogardliwych spojrzeń. które niczego nie widziały, bo zakładki, bo plisy. bo falbany
i strach, co za płotem mieszka.
czego nie widać, nie ma.
więc nie chowaj.

a teraz w ciało wbijam słowa, by rozerwały mnie na pół, na kawałki.
popatrzcie. jestem.
grządkami dźwięków ozdabiam pole pełne powszechnych sadzonek.
oddech ulgi, gdy nagość gleby bezbronna leży.
można kopać.
gwałcić.

nic nie powiem

ale i tak głęboko w korytarzach …
mieszka życie.
którego nie widać a jest.
moje.

Reklamy

2 thoughts on “ukryte

Możliwość komentowania jest wyłączona.