moje święte ( sacrum)

szukam. bo droga jest święta, a milczenie kroków złotem. bo oczy lepiej słyszą w ciszy ciągnącej się rzeką do morza, gdzie mnogość wyborów złączy się w nieskończoną jedność materii, zespoli, wymiesza, wzburzy i ulegnie, wciąż będąc sobą. jedną spójną.
istotą. DROGĄ
wielka, niepoznana, nieprzewidywalna, sprawiedliwa woda. idę by wpaść do miejsca, gdzie będę. na wieki. muszlą, syreną, kroplą, składnikiem, elementem. piątym. BĘDĘ.
idę.
rękę w kieszeni ciała zanurzam, głęboko, dziur wiele drążę, by wygrzebać, coś, czym do celu dojdę, jakiś kompas, mapę, błysk światła, który rozleje się przede mną wyrazistym dywanem i odtąd w ciemności będę widzieć ostro.
może być rydwan, albo karoca.
może być też para butów.
idę.
błyszczące kamienie biorę za ślady, za okruchy chleba niby niegdyś przeze mnie rozsypane, bym wiedziała. zawsze wierzyłam, że będę wiedziała, że nie zapomnę, bo jest we mnie. idea w ciało zaklęta.
wierzyłam.
dopóki myśli nie zaczęły mnie swędzieć, dopóki ran nie zaczęłam rozdrapywać, by ugasić pragnienie, niepokój, bezsenność i rozmazany kontur w foremkę zbierać. dopóki sama na kawałki się nie rozpadłam, ufając jeszcze, że tym samym będę mogła się cofnąć do źródła. pozbierać, polepić w bochenek jeden, pierwszy, nieskalany.
idę.
coraz głębiej do środka w ciemniejszą ciemność zaglądam, próbując rozjaśnić niewyjaśnione, wierząc wciąż, że w najdalszej szufladzie wszystkich szuflad mam klucz. gdzieś na stole, na dnie. PASUJĄCY. otwierający DRZWI, malutki przedmiot, z zardzewiałego materiału, do natury mojej, czystej, pierwotnej, świeżej. tej, co rękę do mnie wyciąga. tej samej, którą koniuszkami palców dotykam, na skarpie wisząc. a piach spod nóg mi się usuwa. więc mocniej szukam, głębiej idę.
świadomie. w ciemność. że każdy krok mnie zbliża, a zmęczenie sił mi dodaje, gdy urywanym oddechem niebo wciągam na poły bezwiednie. by je potem rozdać.
daj, ja ci ten krzyż poniosę…
na ziemi.

dalej szukam
w krokach, gdy palce najpierw stawiam i pięty. jak wilk czujna, jak ziemia dzika, zestrajam się ze światem, w klucz się próbując zamienić, bo teraz myślę kluczem. pasuję. próbuję.
i topię materię i przetwarzam, złota w rzece czasu szukam, na wagę życia.
– mamo – słyszę
i czuję w mojej dłoni jego rękę

w kształcie klucza

mojemu synowi

Reklamy