brzeg

fot. Agnieszka

wszystko ostatnio wymyka mi się z rąk. nawet emocje są trochę jak kamień rzucony w wodę. przepadają gdzieś w jakiejś obcej toni i nawet echa nie słychać. a ja stoję jak ta głupia nad jeziorem i czekam do nocy. sama nie wiem, na co. jest chłodny wieczór. rozpływam się trochę w wilgoci i niejako częścią lasu jestem, kawałkiem liścia albo kory. a może brzegiem, tą ruchomą zmienną linią, która wciąż nie może się zdecydować gdzie się położyć, żeby jej było wygodnie. suknia piasek głaszcze i czeka, aż on ją zaprosi w swe progi. przedpokój wystarczy. wyleję dopiero, gdy się zdecyduję, dokąd chcę iść. ostatecznie. teraz jestem, ale niczego nie chcę. wiję się spokojnie między źdźbłami traw. w poszukiwaniu tego bursztynu, zapachu, końca nitki, mojej. okruszka chleba, pierwszego lub ostatniego, bo nie wiem, czy mam iść czy tylko wracać. na znaki się zdaję.

milczy to lustro, co prawdy zdradzić nie chce. kontur czasem koniuszkiem palca podrażni i zamiera, a mnie czas płynąć.

Reklamy