korale z chwil

są czasem takie momenty, które mnie niezmiernie swędzą. najczęściej w ręce. jakbym dostała glinę do zabawy albo piasek i z malutkich, jak krople wody sekund, próbowała zbudować jakiś zamek, przestrzeń, w której byłabym bezpieczna. nawarstwiam wiec czasem słowa i linijki i tkam jakąś czapkę niewidkę, którą naciągnę na głowę i w końcu będę mogła odetchnąć.
czuję się jakbym pod wodą wstrzymywała powietrze, nie na wyścigi, ani dla pobicia rekordu, ale dla uratowania własnego życia, które tak skrupulatnie wymyślam miedzy słowami. to tymi słowami, na głos wypowiadanymi boję się udławić. dlatego tylu nie wypuszczam z ust, bo może by mnie zabiły. póki we mnie są, jestem bezpieczna. i inni też
tak mi się wydaje

Reklamy

3 thoughts on “korale z chwil

  1. nie wiem, czy pisze się póki czy puki? bosz tylu rzeczy nie wiem ( rzeczy napisałam przez ż, tak więc oprócz alergii mam jeszcze demencję starczą)

Możliwość komentowania jest wyłączona.