piasek

zbieram chwile, jak swoje dzieci. upycham w formę jakąś ludzką, ale wszystko mi się rozsypuje, wyślizguje, ucieka. nie pasuje do pantofla kopciuszka, nie będę żoną króla, nie pasuję do żadnego innego pantofla, do żadnej ramy, kontur mnie żaden nie utuli, nie ochroni. nie będę niczyją żoną, jeśli w ogóle kiedyś będę.
do piasku podobna, rozsypana, z wiatrem się rozsiewam i na wiatr się rzucam. gdzieś w powietrzu, jakaś wilgoć na twarzy, to mój pocałunek
a tymczasem sucha, rozwiana cisza

Reklamy