strach

boją się mnie ludzie i myśli. uciekają ode mnie, zaraz po machnięciu ręką i kurtuazyjnym uśmiechu. nie zapisują się nigdzie, nie chcą zaczekać w żadnej kieszonce, a gdy próbuję przytrzymać je za nogę, śpiewają mi czułe kołysanki, by się wymknąć kiedy zasnę. może zbyt zimno u mnie, żeby wrócić.
a ludzie się boją tego szkieletu, na który nagle muszą patrzeć. zdrapałam skórę, wyrwałam włosy osuszyłam rzeki i jeziora. zniszczyłam wszystkie wodospady dźwięków, zabiłam ptaki. i oto zostałam naga, odrażająca, obnażona, bez jednego źdźbła traw, czy liścia. obciążona jestem grzechami, jak zgnilizną na kościach. może śmierdzę, że nikt nie chce podejść. może są źli, za to, że nie dałam się rozszarpać i zrobiłam to sama, może zabrałam im jakąś przyjemność, może w kości trudniej wbić pazury i zęby.
a myśli są jak wiatr. między kośćmi latają jakby je chciały owinąć, ogrzać. są jak ciepłe powietrze ale ciągle w drodze do innego kraju, bez miejsca bez przystani. nie zostawiają nawet wspomnień, jakby nie miały gdzie osiąść, bo ciała nie ma, żeby się w nie zagłębić.
a mnie to niewiele obchodzi, bo czekam.
bo ważne jest tylko jedno spotkanie, bo ciała nabiorę od ciasta słów, których już nie wypowiesz, ale mi je dasz. to wiem na pewno.i we wspomnieniach będę wypiekać nowe gesty, słowa, zdania całe, aż się odzieję, w siebie, aż wstanę
i pójdę głęboko
w nowe nieznane.

Reklamy