sama

patrz jaka cisza. powietrze widać na wszystkich ustach jak milczące spokojne oddechy. jeszcze nieśmiało się rozglądam w obawie, że jakiś dźwięk, czyjaś ręka, podpisze, co nie jest jej. muszę przeszukać wszystkie cząsteczki skóry, żeby sprawdzić, czy gdzieś, tuż pod powierzchnią, pod łóżkiem wyobraźni, nie kryje się jakieś coś, co nocą wyłazi, co w dzień rośnie, a pomiędzy zasiewa drżenie w moim ciele.
wiec jeszcze się poruszam w kostiumie, bo nie znam wszystkich drzwi i nie jestem pewna, czy wszystkie dobrze zamknęłam i czy wszystkie dziurki od klucza są szczelnie zalepione. kiedy się upewnię, to i dla Ciebie postawię stołek, żebyś mogła przychodzić, kiedy zechcesz i jeśli…
bo nie wiem, czy będziesz miała dla mnie czas.
choć ze wszystkich pragnień, najgłośniej brzmiało to, żebyś mnie odwiedzała. dlaczego Ty? dlaczego mnie?
coś czuję, coś, co sprawia, że mijam jeden pokój i korytarzem zbliżam się do drugiego. nie wiem, czy tam jesteś, bo może mieszkasz na innym piętrze, może w innym domu, w innym mieście. ale ktoś tak nagle przekręcił klucz i zostawił uchylone drzwi. długo ani drgnęłam. nawet nie chodzi o to, że wietrzyłam podstęp, otwarte drzwi po prostu nie należały do mojej przestrzeni, do mojego pokoju. nie oswoiłam klamki z drugiej strony, nie miałam świadomości jej istnienia, choć logika od lat mówi to samo. ale nigdy nie czułam logiki.
więc w końcu wyszłam. jest ciemno, chwilowe przebłyski są zbyt krótkie, żeby zobaczyć nowy układ ścian. a jeszcze ja uczę się powoli, wolniej niż inni.
trochę stoję, trochę błądzę, może nawet kręcę się w kółko podczas gdy kolejne drzwi mam na wysokości oczu. nie wiem, bo nie widzę
tylko czuję
i wiesz co. dobrze czuję, czuję coś ciepłego, coś dobrego, może z tego błota pod stopami wejdę w końcu na jakiś twardszy grunt … nie umiem tego wytłumaczyć, ale to trochę tak, jakbym teraz dopiero słyszała skąd dochodzi Twój głos i znalazła brakujący kawałek mapy. choć wiem, że milczysz jeszcze, a mapy tak naprawdę nie ma
ale już się tak nie boję

Reklamy