prawo pięści

I przestrzeni w sobie szukam jakiejś. Nie musi być wielka, byle była niczyja. Żebym jak zwierze dzikie musiała ją oswajać.
Siebie.
Dotykam skóry, a tam pani jakaś na mnie patrzy, zdziwiona. To ja tak wyglądam? Tak mnie dziś przebrano?
Znowu w dzierżawę cudzy kawałek dostałam, a plon z tego tez nie mój, nawet do zwierząt przywiązać się nie sposób. Kto by chciał z resztą do obcych.
Nie, nie zgodzę się tym razem.
Na marsz w równych kolumnach i uderzanie w słuszne tony.
Na zestaw min z katalogu, adekwatnych do sytuacji.
Na gładkość rąk i tępe ostrza do walki.
Możecie mnie pobić. Nic już nie czuję. I tak mam zapuchniętą twarz, myśli pełne siniaków, słowa porwane, pokaleczone gesty, marzenia oplute. To już nie mnie bijecie, tylko siebie. Ja nie muszę już leżeć. I iść nie muszę.
Już.
Nic nie muszę.
Zostaję.
Sobą.
Mam prawo chcieć.
Mam prawo.

Reklamy