impresje

Jedno ziarno. Przesypywało się w klepsydrze góra dół, jakby od tego miał powstać czas. Jakby od ruchu miał pączkować, korzeniami się rozrastać, rozsiewać po przestrzeni niezależnymi zarodkami i wiele wymiarów tworzyć. Od samego tylko biegania.
W klepsydrze wciąż przeciskało się przez zbyt szeroką cieśninę zbyt małe ziarno, pragnąc zatrzymać się w pół drogi, choć na chwilę, by przestać horyzontem trząść, by mu się przyjrzeć z bliska i coś postanowić.
O linii długiej jak welon marzyło, jak jak się za nim do ołtarza niczym czas ciągnie, dostojny, szczęśliwy rozciągłością chwili, w nadziei zanurzony. Spokojne ziarno w końcu, z zapasem pod łóżkiem, w kieszeniach i w butach. Na jutro, na kiedyś, na wszelki wypadek.
Zatrzymanym szalem powietrza otulone, z kłębkiem nici w dłoniach, który samo zwija, rozwija i przeplata. Wedle fantazji.
Ziarno czasu w chwili tonie niewidoczne, z głową pełną marzeń. Jego krzyk rozbrzmiewa mi w skroniach.

Reklamy

4 thoughts on “impresje

Możliwość komentowania jest wyłączona.