zima

Jakieś sanie na pole mnie wywiozły. I pustka i cisza. I kolorów bieli ilość niezliczona. Ślady już zasypane i moich kroków nie widać, tylko jakaś postać, jak drzewo w ziemię wrosła, zadziwiona, skąd się tu wzięła. Bałam się ruszyć. Nie wiem, co pod nogami i z której strony słońce wstaje, jeśli gdzieś śpi. Opasała wstążką wzroku horyzont, oplotłam szczelnie, aż mi wstążka palce obwiązała i nogi, i włosy. Teraz nie wiem nawet, skąd przyszłam. Może powinnam się zakorzenić. Nieśmiało sań się chwytam, bo nie wiem, czy mnie jeszcze chcą dźwigać, czy na własną rękę będą zagospodarowywać przestrzeń. Pomyślałam szybko, że w tej samotności pustki jednak z saniami za rękę będzie mi łatwiej i delikatnym głaskaniem starałam się je do tego przekonać.
Oswajałam je cierpliwie, bo skoro w jedno zespolić się mamy, musimy dopasować do siebie wszystkie myśli, wszystkie słowa, by razem w duecie czysto śpiewać. By się podtrzymywać i ciągnąć nawzajem, otuchy dodawać. Sanie łagodnie, w milczeniu słuchały moich monologów, ale z dnia na dzień jakby uległe bardziej, coraz miększe, coraz bardziej giętkie. Moje są pomyślałam. I ta przestrzeń też moja, coraz bardziej dookoła i krajobraz za oczami, co jeszcze niepoznany, mój być może, bo na tych saniach, bo z nimi … bo wszędzie i daleko dotrę.
Wsiadłam więc niepewnie, na drewnianych kolanach ułożyłam swoje ciało. Bez pośpiechu, bez poganiania, nowy horyzont ogarniałam. Czekając.
A sanie nic z tego sobie nie robiły i cierpliwie, niewzruszone stały, choć mnie się zdawało że do snu mnie tuliły i kołysały. Gdy się zorientowałam i chciałam zsiąść, nie mogłam się ruszyć, przyrosłam. Gdy spojrzałam na siebie byłam drzewem.
Dorosłym.
Zaczekam aż będę saniami.

p.s Arturowi dziękuję za muzykę:-)

Reklamy

4 thoughts on “zima

Możliwość komentowania jest wyłączona.