z listów nie wysłanych …

Jak list napisać, kiedy nie znam języka, jak ciało ułożyć, by za mnie powiedziało, kilka słów, zakopanych głęboko, zmiętych, wybrudzonych. Jak kształt ich odnaleźć, gdy pod palcami jedynie chropowata połać płaszcza niezgrabnie powiewa. A klucz … nie wiem, gdzie go szukać. Nie wiem, czy trzeba.

Za jakie góry i lasy pójść, co przeżyć, kogo spotkać.   W których szufladach metryki przetrząsać, korzenie nierozczesane przebierać, wygładzać, jak palcami drugie dno wyczuć. Żeby nie przeoczyć, istoty nie wymknąć, nie zgubić z oczu niebytu.

Siebie wpierw dotykam, zamykam, otwieram, ręce w głąb chowam, do czucia najmniejszego okruszka. Ale nie czuję nic. Pustka.

Tu wypcham kieszeń, tam zrobię dziurę w bucie i nic się nie zmienia, ani krajobraz, ani ja, ani moje czucie. To się kładę, to wstaję, to znów siadam. Macham nogami, to przestaję. A ziemia wciąż kulista. A ciało jak płaszcz, co nieurodzajem połacie okrywa, zawstydzony. Blizna.
Parę szwów, dwa kawałki, sztukowane nici.

Jak list napisać do milczącego życia …

Reklamy

6 thoughts on “z listów nie wysłanych …

  1. dziękuje … aczkolwiek czasem zagłębiam się za bardzo i zbytnio zajmują mnie detale;całość mi wtedy umyka.Czuję się czasem jak taka sonda albo mikroskop, patrze na kogoś/coś i widzę komórki, każdą z osobna niemali różnice między nimi. Biorę do reki, oglądam, wącham i smakuję…

  2. dziękuję, to interesujące, co piszesz. Nie spodziewałam, że mogę mieć nawet minimalny wpływ na czyjeś postrzeganie świata …Z reszta ja tylko przedstawiam swój punkt widzenia, swoje oczy

Możliwość komentowania jest wyłączona.