Jestem kamieniem

Kręcę się koło … domu?
Czasem czuję gdzieś dym z komina, słyszę psy, wydaje mi się, że widzę jakieś światło. Potem lekki powiew wiatru, jak kurtyna na koniec przedstawienia, opada niespiesznie i cichną brawa. I wokół puste siedzenia, poskładane, zakurzone, wytarte, hałaśliwie milczą.
Jestem sama. Na widoku niewidzialna.
Chowam się za orkiestrę.
I brzdąkam.
Ale z dźwięków nie chce się ułożyć żadna muzyka. Ani jedno zdanie, ani krzyk, żadna linia, żadna błagająca ręka z wody się nie wyłania.
Zatykam uszy, zamykam oczy, zaciskam pięści. Ale nie mogę zniknąć. Świat się zaciemnia, zawiesza, zawęża i kurczy tuż nad głową. Jest duszno, jak przed burzą, ale deszcz nie chce spaść. Otwieram w końcu oczy i pięści, żeby zaczerpnąć powietrza. Chmury się lekko przerzedzają. Zaczynam więc patrzeć.
Nie wiem czyje mam oczy. Rozbiegane, zaniepokojone, głębokie i puste na dnie samym … ale skoro je niosę, jak siatki na zakupy, próbuję je czymś zapełnić. Drzewami, trawą, piórem ptaka. Czasem wrzucam kamienie, by sprawdzić jak jest głęboko. Do serca wpada kamień.
I kamień uderza o kamień …
Ale serce też nie jest moje

Advertisements

4 thoughts on “Jestem kamieniem

Możliwość komentowania jest wyłączona.