Michał Witkowski Drwal

Znawcą kryminałów nie jestem. Fanką też nie specjalnie.
Gdy usłyszałam, że Witkowski dorzucił kamyczek do gatunku, zachodziłam w głowę, jak on będzie wyglądał, no bo na pewno nie klasycznie. Nie spodziewałam się niczego na poważnie. Ani rasowej lodówki żylnej krwi i ostrych schodów napięcia również nie koniecznie.
No i dobrze.
Mniej więcej do połowy miałam tysiąc pięćset literackich i filmowych skojarzeń, a czytelnikiem jestem przeciętnym, w tej grupie czytających oczywiście. Bo mi się przypomniały  i Paludes Gide’a (jak autor pisze o tym, że pisze) i Eduardo Mendoza z czasów swojej trylogii o Damskim Fryzjerze i Detektyw Monk i mnóstwo innych…
Jest na serio ubaw po pachy!
Michał – bohater książki, jest pisarzem, ciotą, hipochondrykiem, narkomanem w depresji, lekomanem i kto wie, kim tam jeszcze. Odchudza się, rzuca palenie i rozpaczliwie poszukuje tematu do swojej powieści kryminalnej. Jest również „weteranem zadawania się z facetami od małych domków” znajdujących się w miejscach, o których nikt nawet nie wie, że istnieją.
Poszukując prawdziwej historii do swojej kolejnej książki, udaje się w prawdziwą Polskę, do prawdziwych ludzi, prawdy szukać, wyciszenia, spokoju i laurów na koniec z domieszką Oskara za scenariusz. Albo jeszcze jakichś innych fajerwerków.
Węszy gdzie się da, w zapomnianych listopadowych Międzyzdrojach oraz leśnych okolicach, gdzie po sezonie zostało jedynie po. Czegoś tam się chwyta rozpaczliwie, coś tam nieudolnie próbuje, ale wszystko to jakiś taki makaron na uszy. Jest fajnie, ale ten patchwork jakiś taki bez motywu przewodniego, co Michała niespecjalnie zraża.
Ale wszystko do czasu. Bo nagle rzeczywistość wymyka się spod kontroli, gdyż kontrolę przejęła chwilowo biała chemia, i odtąd wypadki toczą się nieprzewidywalnie błyskawicznie, w kierunkach spiralnych, odwrotnych i wygiętych, tak, że najlepszy koneser kryminałów końca się nie domyśli. Reszty nie powiem.
Michał Witkowski ma styl, ma swój styl. Może się podobać albo nie, ale w moim mniemaniu jest on naturalny, nie wymuszony, przez co konsekwentny i nie tak nadęty jak choćby u Karpowicza w Balladynach i Romansach ( oczywiście IMHO). Mamy w Drwalu widoczne osadzenie językowe w teraźniejszości elektroniczno fejsbukowej, co nie jest tematem przewodnim a zaledwie nitką wplecioną w tło. I nie gryzie, nie wrzyna się. Może być, choć osobiście nie specjalnie lubię ten współczesny folklor.
Nie powiedziałabym że jest to książka wybitna, chyba jednak efekt Lubiewa wciąż pobrzmiewa i trudno go czymkolwiek zagłuszyć. Szukając przymiotników adekwatnie opisujących  stosunek treści do języka, nazwałabym ją dobrym popem.
Kilka godzin niezłego, inteligentnego i odklejonego ubawu, każdemu zrobi dobrze. Polecam!
Michał Witkowski Drwal
Świat Książki, Grupa Wydawnicza Weltbild Warszawa 2011 str. 441
Reklamy

10 thoughts on “Michał Witkowski Drwal

  1. B. się cieszę, że coraz częściej piszesz także o cudzej twórczości;)"Drwala" znam tylko z urywków czytanych w Trójce przez Chyrę (byłoby super mieć audiobooka w jego wykonaniu) i zapowiada się świetnie. A jeśli, jak piszesz to zabawa wątkami literackimi i filmowymi, tym szybciej muszę się zabrać za lekturę.

  2. Słucham Drwala w Trójce w wydaniu dźwiękowym i zawsze się przy tym doskonale bawię. Jak tylko wyjdzie audiobook to go "nabedę". Słucham wyrywkowo co którys odcinek, więc akcja jest dla mnie całkowicie zagmatwana. Proza Witkowskiego jest niezwykle błyskotliwa i zabawna. Ostatno tak dobrze bawiłem się czytając Pielewina.pozdrawiam z siekierą w dłoni 😉

  3. @ Ania – pisze o książkach które naprawdę albo mi się spodobały albo ich język zaplatał się w mój, przynajmniej na chwilęI mimo, że życia sobie nie wyobrażam bez twórczości cudzej, to jednak będę ją raczej zażywać niż opisywać. Ja myślę, że jest dużo dużo ciekawych blogów o książkach jak chociażby Twój@ jak piszesz o Pielewinie to mi się automatycznie Jerofiejew nasunął, bo to też z lekka abusurdalno-ironiczne klimaty

  4. Skromna jak zawsze;) Domagam się tak Twoich recenzji czy choćby garści cytatów z komentarzem, bo piszesz inaczej niż wszyscy. Najlepiej moim zdaniem było to ostatnio widać w Twoim tekście o "Obsoletkach" – wyszło opowiadanie o czytaniu konkretnej książki. Dla mnie bomba;)Ale rozumiem i szanuję Twoje inne zdanie i potrzeby;)

  5. A Ty miła jak zawsze:-)to fajnie że Ci sie podoba, ja zawsze mysle ze to takie nicniewarte wrazenie które do niczego nie przystaje a juz na pewno recenzja bym tego nie nazwała. zawsze mi sie wydaje ze ludzie czekaja na konkrety a ja taka mało konkretna i niewyrazista:-)

  6. "a ja taka mało konkretna i niewyrazista"dea, bo: "masz styl, masz swój styl. Może się podobać albo nie, ale w moim mniemaniu jest on naturalny, nie wymuszony (…)":)

Możliwość komentowania jest wyłączona.