Wasza Wysokość

HeelsWiem, cały urok w sobie mam. Przepełniona jestem małymi świecidełkami najróżniejszej maści i konsystencji, i to błyszczę to dzwonię niezauważona. Uśmiecham się nieśmiało w pustą przestrzeń, która niezmiennie mnie ignoruje. Nie krzyczę, żeby blasku swego nie ugodzić, nie naruszyć materii, nie zagłuszyć myśli.

Pnącza długie ze mnie wyrastają, okwiecone niekiedy, zapach roznoszą, który jednych za ręce łapie, drugim nogi plącze, wywraca i odpycha. A ja idę, dostojna taka, jak królowa jakaś w orszaku, co z niewidzialnej służby się składa. Nie zdradzam się z tą farsą, co ją gram od lat tak dobrze, tak niezmiennie tak samo. Moim oczom uwierzcie, stopom moim, ruchowi rąk. Mojemu ciału uwierzcie, spod którego wystaje całe 1001 drobiazgów, nitek, guzików, świecidełek. Wzrok swój mi oddajcie. Wy, co mnie nie widzicie.
Kiedy swój dobytek na witrynę wystawić zapragnę, moje wnętrze bogate na piedestał wynieść, zakładam szpilki. Wielocentymetrowe. I gdy na tych szczudłach pokornie kroczę, do nowej roli wpasowując swój ruch i ciało swoje nie nawykłe do wysokości, kiedy piękno całe oddać wam chce, wy nagle klękacie …
Wysokością zniewoleni, małą igłą, jednostajnym hałasem jak pociągu stukot zahipnotyzowani, podążacie za mną, wdzięczni, że jestem. I wyżej jeszcze wznieść mnie chcecie, i ze słów mosty budujecie, i schody, po których dochodzę na góry wszelakie, największe nawet, niezmęczona dostojna, niezmienna choć inaczej mnie widzicie. Porywa mnie wiatr waszych zdań słodkich, zapachów waszych myśli kolorowych, zwariowanych i tańczę wokół oczu waszych mimo, że z miejsca się nie ruszam.
Gdybyście oczy na chwilę zamknęli, konie zatrzymali, co myśli na wozie podrzucają spokoju im nie dając, słychać by było jedynie monotonne stuk stuk stuk moich obcasów. Nic więcej. Ale czas wam skradły świecidełka, a myśli wasze w stukanie już zaplatane, ciągną was za mną do wieczora, przez chwilę, do odwinięcia cukierka, którego smak przeszywa was dogłębnie, w środku wulkanami grzmiąc i burzą. I wtedy uciekacie prawdą przerażeni, zawiedzeni obietnicą błogiego lenistwa i pustki, co ją te obcasy tak namiętnie szepczą, a kolorowe palce sprawnie malują wszystko w obrazy. Na które z zachwytem patrzycie, choć ich nie widzicie.
Kiedy zasłona opada, kiedy kurtyna sie podnosi, ogłaszają koniec przedstawienia.
W garderobie ściagam buty, zmywam makijaż, gwiezdny pył strzepuję, pedzelkiem delikanie piasek z twarzy wypędzam i oczom moim w lustrze twarz pokazuję.
Pulsujące wnętrze.
Wasza estetyka została wystawiona na próbę, której nie przetrwała …
Reklamy

5 thoughts on “Wasza Wysokość

Możliwość komentowania jest wyłączona.