kieszeń

Kiedy zanurzył w kieszeni rękę, żeby dołożyć do składu przedmiotów cennych kolejne niedopałki, odwróciłam głowę z niesmakiem. Wyobraziłam sobie koparkę jego palców, w chwili nikotynowej potrzeby, zanurzających się bezładnie w ten stos śmieci, przerzucając bez pomysłu niedopalone pety, by wyłowić ten jeden, na daną chwilę odpowiedni. Jak go znaleźć? Skąd wiadomo gdzie leży, który to i że to właśnie ten? Jak szukać, by się nie ubrudzić, nie sparzyć?
Niepojęte.
Ja w kieszeniach noszę wiatr. Firankami palców wymieniam powietrze, ściany gładzę, poleruję zimną dłonią w wełnianej rękawiczce. W puste pomieszczenia samotne, bliźniacze pięści upycham w milczeniu i żalu zaciśnięte, osobno. Do zeznań nie skłonne, jakby się obie umówiły i zacięły w upartości dziecięcej. Kto dłużej wytrzyma…
Bo w pustych kieszeniach jest czas.  Dużo czasu. Chaos myśli porozrywanych na strzępy, porozrzucanych na kupki, gnije i śmierdzi w tym czasie, jak zapomniane hałdy śmieci. Wciąż czekają, aż im ktoś rękawy dorobi i kołnierze. Od lat niesortowane, zalegają w kieszeniach głowy, z ludzkich ust wykradzione, niepokojów i radości. Z moją śliną pomieszane i oddechem przesiąknięte.W ludzkie tajemnice zawinięte, czekają na finał, na wyzwolenie, na skrzydła gołębia, którymi pofruną. Tym torem, którym tramwaj nieprzerwanie jeździ, wożąc kurtkę pełną petów w kieszeniach.
A w moich kieszeniach nie ma już miejsca na pety … na czyjeś nieskończone myśli, na nerwy o miękkich kolanach, kiedy całą przestrzeń wypełnia pusta, milcząca samotność moich nieskazitelnie czystych rąk. Moich myśli sterta, upchana, byle jak, na siłę. Kotłuje się i trąbi, każda z osobna i wszystkie razem. Kuksańce od pięści zbiera, za kratami palców zamknięta, usta ma zamknięte dłonią niewzruszoną, jak mur twardą i zimną. Na biało otynkowaną. W moich kieszeniach za ścianami wygładzonych materiałów, panuje pozorny szyk pustych zdań, które nic nie znaczą. Przypadkowy zestaw słów do kąpieli głowy, do utrzymania czystości powierzchni rąk, w których pulsuje życie drugie, w za ciasnej skórze zamknięte, uwięzione w prostych torach gestów umownych, konwencjonalnych.
Kiedy zanurzyłam rękę w kieszeni, by ukryć taniec szaleńczy i pieśń zbyt głośną, popatrzył na mnie z obrzydzeniem. Jak można życie do kieszeni chować, do worka ciemnego, z kamieniami, na dno jeziora wrzucać?
Niepojęte.
Wyciągnął zmięty niedopałek, TEN. Zapalił i odszedł nie dowierzając temu, co zobaczył.
Advertisements

2 thoughts on “kieszeń

Możliwość komentowania jest wyłączona.