pranie

washing lineTo był stary dom. Miał ponad 200 lat, może 300 nawet. Położony na głębokiej wsi, między polami, lasami, z wielkim, dzikim ogrodem, wyglądał trochę jak z innej bajki, z innego świata.
Cały był murowany, nie otynkowany. Wyposażony w wiekowe meble, najpewniej pamiątki rodzinne, wyłożony terakotą, sprawiał wrażenie pożółkłego zdjęcia, które dotyka się innymi już palcami, po latach.
To nawet nie było uczucie wyobcowania, czy niedopasowania, ale totalna podróż w kosmos, w inny czas, w inny wymiar.
Chłód, którego nie potrafił zabić wielki stary kominek, przenikał do wewnątrz ciała, zamrażał czas, przestrzeń, konserwował wspomnienia, wydłubywał dziury w głowie. Bolało. To zimno.
Słońce niechętnie zaglądało przez okna. Było dzikie jak ogród i tam czuło się najlepiej. W ogrodzie było najcieplej, najprzytulniej, najbardziej u siebie. Tam spędzało się całe dnie …

Letni wietrzyk, łapie za rękę wilgoć z prania powieszonego na sznurze, i tańczy z nią tuż nad drzewami, nad trawą przerośniętą, w powietrzu wiruje zwinnie ledwo widoczna para.
Śmieją się liście i jabłka turlają się rozbawione, nie czując nawet siniaków. Cieszy się woda cichutko, pomrukuje, stopy zanurzając w korycie, rozsiewając krople, magiczną różdżką brzegów dotyka i radość roznosi.
Kwiaty rozłożyły wreszcie swe dłonie bezładnie, wygodnie, na wszystkie strony. I nie straszny im strój obszarpany i brudny. Bujają się czasem pustym pijane i wolnością.
A pranie jak biała flaga wiatrowi pod rękę kładzie aksamit. Słońcem przesiąknięte, z powietrzem zmieszane, kolory oddało i młodość swą, bez obaw. Mimo zmarszczek i wieku tańczy.
Bo życie to taniec na wietrze.
Bo czas nie ma znaczenia.
Bo jeszcze
najwięcej życia
i cienia
jest w opuszczonym domu.

Reklamy

2 thoughts on “pranie

Możliwość komentowania jest wyłączona.