Mój chłopak się żeni

Mój chłopak się żeni …

Mężczyźni … materia cząstek wymieszanych z przewagą powierzchni twardej, zbrojnej, kolczastej, obronnej. Zbiór drobinek najmniejszych, pojedynczych kawałków w łańcuch połączonych, brzęczący czasem znajomym śmiechem, przykuwający uwagę lub do siebie, zniewalający, obezwładniający. Łańcuch złota pełen i brylantów, mieniący się bez słońca nawet, łańcuch, co lśni jedynie w rekach cudzych, obcych jeszcze, nieskruszonych.

Materia, co się w pojedynczych grupkach we mnie wzbiera, nieśmiałych, kobiecością stłumionych, ale które nieustannie wskrzeszam z tęsknoty, z miłości, z potrzeby, żeby na całkiem nie odszedł mój chłopak do innej przestrzeni, do innych wiatrów we włosy wplątanych, do rąk innych, łańcuchów, co inną obezwładniać będą.

Mój chłopak się żeni.

Na pół dzieli ostatniego spojrzenia rzęsę, suchą jeszcze, na smyczy utrzymaną. Półki moje przegląda w poszukiwaniu siebie, swoje części zbiera, do walizek, te zużyte i te nieużywane. Wszystkie uśmiechy do myśli jak karty rozdaje te twoje, te moje, jakiś szczęśliwy sekwens na stół wykłada, weź go sobie, na pamiątkę, dobrodusznie palcem podsuwa mi talerz z ostygłą zupą.

Dywany pruje, pościel rozdziera samotności krzykiem opętaną, zagubioną, brudną w depresji. Syjamskie bliźniaki palcami splątane, bez znieczulenia rozdziela zimnym skalpelem słowa. Jesteś wolna, czysta materia, jednolity twór, przejrzysty, klarowny, określony kolorem, jakich wiele, podstawowym, niezabrudzonym.
Teraz. Jesteś. Ty

Kiwam głową zgodnie, by po kieszeniach nie szukał chwil zmiętych, poukrywanych, myśli utkanych, odruchów słów, które jak dzieci własne pielęgnuję, rozwijam i w świat puszczam, ale na sznurku. Kilka szpilek, jakaś nić, co czas nam szyła, wypruta na szybko, niezręcznie. Porwana. Doszczętnie.

Krople atramentu zatrzymuję na dnie kałamarza, żeby na kartkę chlapnąć, plamę z innego świata, z bielą zmieszać, między linijkami, kratkami kilim upleść, drzwi na inną stronę otworzyć, krok zrobić i przejść. Patykiem miksturę pomieszać, tą materię przejrzystą, w kolorze podstawowym, splątać na zawsze już, w kieszeni głęboko i ściskać, gdy nie widzi nikt.

Mój chłopak się żeni. Wyszedł mały elf z walizką, do której podrzuciłam mu kilka drobiazgów, szczepki kwiatów, co chwilą podlewane odradzają się w niespodziewanych momentach skojarzeń, w pamięci zakorzenione.

Szorstkość rąk zostawiłam, co ciało histerycznie rozedrgane, mocnym uściskiem do ziemi wbija, w pionie utrzymuje, jak drewniana laska, podtrzymuje przed upadkiem. I grzebień palców twoich, co włosy mi rozczesuje poplątane, pogubione. Jednym wyrytym słowem

Mój chłopak się żeni.

Ma chustkę w kieszeni.

Z dotykiem moich rąk.

Reklamy

5 thoughts on “Mój chłopak się żeni

Możliwość komentowania jest wyłączona.