muzycznie

Ludzie lubią szufladki. Pudełeczka. Przegródki. Najwięksi bałaganiarze lubią mieć porządek. Nazwy, litery z których buduje się jakiś schron, jakiś dach, co w słońcu czerwienieje i lśni. Żeby zawsze można było do niego trafić, palcem pokazać.
Mam kłopot z tym porządkiem, choć w domu to mam raczej czysto i poukładane. Ale w głowie to już nie do końca. Wszystkie szuflady mam zawsze porozsuwane, (a jakże, też je posiadam!) bo wciąż w nich przekładam, klasyfikuję, zmieniam.
Kiedyś, jeden kolega powiedział mi, że jakiś „autorytet muzyczny” w radio stwierdził, że tylko debile mają alfabetycznie poukładane płyty. No cóż, ja, debil właśnie tak mam, bo w przeciwnym przypadku, każda płyta musiałaby stać osobno i żadnej bym nie znalazła. Kolega też jest debilem, bo też tak ma, z tych samych powodów.
W jednym, bardzo bogatym, domu widziałam ogromną, niezwykłą bibliotekę. Jej oryginalność polegała na tym, że każda książka była obłożona w jeden z pięciu bodajże kolorów papieru, wkomponowując się tym samym w dizajn domu. To się nazywa porządek! A weź w takiej bibliotece coś znajdź. Z drugiej strony nikt gospodarza nie posądzi o snobizm na czytanie tego, czy innego autora. No i nikt książek nie będzie od niego chciał pożyczyć, skoro nie wiadomo, co ma. Jeszcze piętnaście lat temu rozważałam podobną choreografię u siebie, ale ostatecznie, taniej było się nauczyć mówić nie, nie pożyczę. I na ogół nie pożyczam.
Płyt też nie, nigdy nie wiem, na jaką w danej chwili będę miała ochotę. Poza tym jestem przywiązana do rzeczy takimi niewidzialnymi nitkami, które drgają moimi strunami. Bez rzeczy struny nie chcą grać. A ja bez muzyki nie potrafię.
Kiedyś gdy otworzyły się przede mną podwoje Virgin, bywałam tam kilka razy w tygodniu, szperałam w zupełnie przypadkowych płytach i po zeskanowaniu kodu mogłam sobie ich posłuchać, czasem pierwszych utworów, czasem fragmentów. To było 13 lat temu…
Przywiozłam sobie wtedy dużo płyt, z których cześć została mi skradziona, z mojego własnego pokoju, wynajmowanego za ciężko zarobione pieniądze, w najbardziej jadowitym kłębowisku żmij, w jakim mi przyszło pracować. To było 10 lat temu, a boli jakby się stało przed chwilą.
Niektóre struny drgają bez rzeczy, jak widać.
Są takie utwory, z jakiejś części mnie wydarte, uchem wracają do domu, do środka mnie, jak syn marnotrawny, ukochany. Na początku nie dowierzam, dłoniom rysy sprawdzam, czy to te same, które pod sercem nosiłam. A one w cichym milczeniu śpiewu patrzą na mnie, jak nikt inny, nie patrzył.

zapomniałam o najpiekniejszej piosence świata

kto wie, ciąg dalszy być może nastąpi

Reklamy

8 thoughts on “muzycznie

  1. Mnie też by taka kradzież bolała do dzisiaj, to b. przykre. I nie chodzi o wartość materialną, ale o konkretne przedmioty, z którymi wiąże się zawsze jakaś historia. Odkupiona płyta nie będzie już taka sama w dotyku;)Przyznaję się bez bicia, że również układam płyty alfabetycznie;)A od wczoraj słucham Bjork, jakoś pasuje mi do obecnej aury. I tak się zastanawiam, czy nie uzupełnić płytoteki o starsze płyty…

  2. jak ktoś kogoś okrada to najbardziej boli to naruszenie własnej prywatności…a czytelnik z Tajwanu jaki błyskotliwy, od razu poznał się na rzeczy:))))a muzycznie to pewnie coś tam jeszcze, kiedyś … lubię się dzielić

  3. Dzięki za super kawałki, szczególnie Woźniaka (łaziła ta piosenka za mną ostatnio) i Stana Getz'a:)Blog Tajwańczyka cały w krzaczkach – jak oni to potrafią czytać, no i pisać:)Z ciekawości wrzuciłam w tłumacza google i naprawdę przetłumaczył, jakieś tam medyczne teksty – jestem zdumiona:)

  4. oj Woźniak … choć słyszałam tą piosenkę na Grocstoku, zaśpiewaną przez mojego kolegę, miałam ciary najpierw, a potem się popłakałam. To było prawdziwe szarpnięcie (Ela zna na to piękne słowo)Muszę zajrzeć do tego Tajwańczyka, w końcu znawca (na moim blogu się poznał:-P)btw krzaczków. Jestem z pokolenia, które przymusowo uczyły się w podstawówce języka rosyjskiego. Ponieważ byłam prymuską (kujonem tak naprawdę) to i rosyjski mi jakoś wszedł. W liceum miałam już francuski i angielski. Po 5 czy 6 latach wróciłam do swojej podstawówki na tzw obserwacje (miałam być nauczycielką) i trafiłam na lekcję rosyjskiego. Pomijam już fakt, że nie byłam w stanie przeczytać żadnego tekstu (choć to jeszcze nie krzaczki), ja nawet nie byłam w stanie zrozumieć, co dzieci mówią na lekcji!

Możliwość komentowania jest wyłączona.