prasowanie

Na starej desce w jakimś kącie rozkłada prasowanie. Nazbierało się. Z kilku tygodni chyba. Małe bluzeczki, które jeszcze niegdyś jednym pociągnięciem żelazka gładziła, teraz wymagają większej ilości ruchów. Miejsce, w którym jest, zdało jej się odległe od niej samej. Jakby się oglądała w jakichś snach, nie jej własnych nawet, w jakichś kartach książek, cudzych opowieściach, gdzie pełno jest zmyśleń, zawijasów i ciemnych zaułków, których nikt nie wyjaśnia. Pośród prania przemierza drogę swoją własną, tajemną, zarośniętą.
Sprawdza, czy czuje jutro. Czy zapach kolejnych godzin drażni jej nozdrza. Czy jakiś palec kolejnego poranka kiwa do niej, czy linę zarzuca, po której dalej będzie się piąć, lub choćby wisieć nieruchomo, ale będzie, życia uczepiona. Szuka daty kolejnej, o oczko wyżej niż miejsce w którym stoi. Siłą woli wskazówki zegara chce ruszyć, pewność skądś wziąć, deficytowy towar, bo jakże pożądany. Wierzyć chce, że powietrze przez nią musi przepływać, że jest tym elementem, TYM elementem. I gdy oczy mocno zaciśnie, myśli wokół palca nakręci, do siebie jak magnes je przyciągnie, to się stanie. Ona, jej świat, który jak dotąd ogląda zza szyby.
Wprawnym ruchem przemierza kołnierzyk, jak krótki romans, zauroczenie, w którym ma już wprawę, bo nie kosztuje nic więcej niż spojrzenie spod rzęs wytresowanych na specjalne okazje. Potem rękawy, które nagle zmieniają się w dłonie, nieśmiały dotyk, przypadkowy, lub całkiem śmiały, bezczelny, od którego zatrzymuje się czas, zaskoczony utratą panowania. Ramiona, które niczego nie kryją, miały być jak okop, tymczasem runęły od jednej łzy, skruszały od dźwięku słów prawdziwych. Całość obca, codziennym oddechem, zapachem, który jak nitka wpleciona w sweter, odróżnia się kolorem. Odstaje.
Przyjęła pozę przed lustrem. Stroi miny, twarz rzeźbi, koloruje, napina. Zanim próg domu przekroczy, spruje się cała fastryga, a ona będzie szła ze swego kostiumu dumna, choć on dziurawy.
Chce coś powiedzieć, coś co zwiąże jej wszystkie elementy, zasznuruje, zapętli, zawiąże jak paczkę i nada w świat. Ściany sprawdza, czy się w nich zmieści, czy oddech jej wyrównają i bicie serca sprowadzą do domu. Nie ma jednak żadnej pewnej materii. Słowa nie mają dźwięku.
Po co jej były te ramiona, z których wydostać się nie może, które jak drzewo najpierw ją objęły, stwardniały, potem osunęły się pod nogi, stare spróchniałe, ale wciąż na sobie je czuje, wciąż jakieś drzazgi wyjmuje z rąk. Te ramiona, które zawsze były gdzie indziej, w jakimś innym kominku grzały marzenia, jakiś inny dom i okna zdobiły, a jej zostawiły tylko swą siłę i obraz. Ideę, jak chmurę, z daleka tylko widoczną w okazałości.
Pierwsza nogawka, jak niepewny krok w ciemności, maca podłoże. Nie pierwszy raz w taką drogę w nieznane wyrusza, ale doświadczenie uczy jedynie, że każdy krok jest pierwszy. Kolejny też. Stopa silna miejsce jakieś wydeptuje, może do odbicia tylko. Kieszenie, do których chciała się schować, jak skasowany bilet, zawieruszyć, w kąt wcisnąć, niewidoczna, potajemnie wieść na pokuszenie, w tą drogę obiecaną, o której on już dawno zapomniał. Bo dla żartu wsiadł do pociągu. Ale one były wiecznie zajęte. Jego dłonie niecierpliwe, chowały w nich kształty ledwie dotknięte, z innych ciał, innym ciepłem formowane. Nie chciała czekać. Minęła jej kolej. Była tylko chwilą w kasowniku, dziurą w papierze o krótkim terminie ważności.
Myśl, słowo którego szuka, jest dalej niż zwykle. Rozsypały się korale, skarpety nie mają pary, dźwięki nie lepią nawet westchnienia. W ubraniach pod palcami, czas znalazła, jak zasuszony okruch chleba, na drogę podarowany, już do jedzenia nie zdatny. Tamten smak, pod językiem zatrzymany, w tamtych ustach, jak w zamku z bajek na miękkim posłaniu śpi. W królewskim łożu. Gdy zasypia, jak kiedyś o nim śni. Gdy była chwilą, na peronie, do pociągu w nieznane.

Reklamy

3 thoughts on “prasowanie

  1. Do tej pory uważałam, że prasowanie to taka prozaiczna, codzienna czynność. Dzięki Tobie odkryłam, że nawet w takiej czynności można odnaleźć piękno. "Małe bluzeczki, które jeszcze niegdyś jednym pociągnięciem żelazka gładziła, teraz wymagają większej ilości ruchów." – słowa te przypomniały mi jak dziewięć lat temu z czułością prasowałam malutkie koszulki mego synka; dziś rzeczywiście wymagają one "większej ilości ruchów". Ale nadal prasuję je z czułością….

Możliwość komentowania jest wyłączona.