pamięć

Secret Garden by Joachim Brink
Secret Garden, a photo by Joachim Brink on Flickr.

Bluszcz się we mnie rozrasta. Pod skórą drugi człowiek rośnie, paznokcie od wewnątrz wbija we mnie, aż do dotknięcia powietrza, do ciepłej krwi. Niemiłosiernie się wierci, o serce bez przerwy zahacza, jak worek treningowy o zmęczoną postać. Nietutejszą już. Od jednego pchnięcia, ta zdrewniała huśtawka chce sięgnąć nieba. Jak dziecko w kąpieli, bezradnie macha rękami, bo powietrze zdaje mu się twardszym podłożem niż woda, wanna i piana. Za dużo tego ruchu pod skórą. I drgań. I pięści, co płuca oba w jednej garści trzymają, na bezdechu, na bólu, jak na igle. Wstrząsów za dużo i lawa za gorąca. I kolce za ostre, a skóra jak papier rozdarta i wszystko bokami wyłazi.
Nie chcę pamiętać.

Nie chcę w sobie życia ogrodu. Drzew nie chcę i kwiatów polnych. Bukietów zasuszonych uczuciem umarłym, spróchniałym jak liście. Trumny z mych rąk już nie chcę robić nikomu. Słów nie chcę, zapisanych na rzęsach, co przy każdym zamknięciu oczu, jak zasłona, jak klatka w kinie ostatnia, napisy wyświetla końcowe.

Otuliny zapachu twego ciała już nie chcę, co się przez nią dzień przedziera zimniejszy niż zwykle, mokrzejszy i wietrzny bardziej. Od wspomnień rozszalały pęd powietrza głowę mi urywa, usta zaciska, żeby słów nie wypuścić na wolność. Tych najpiękniejszych, obiecanych. Tych koni trojańskich podstępnie wpuszczonych do środka, co zwierzęciem dzikim się stały. Tych rumaków narowistych, co kopytami dni mi depczą na klepisko, na nieurodzaj, na twardy płaski grunt, z którego ani trawa, ani chwast. Zamknięte wszystkie drzwi na świat i nawet tobołków twoich ostatnich wystawić nie mogę, boś trzasnął nimi na wieczność, na huk nieskończony, na ból serca zmiażdżonego jak palce, które chciały cię jeszcze zatrzymać. Jakiś łącznik między mną a światem chciały zachować, ode mnie przytomniejsze, odważne jak rycerz, wysunęły się na czoło. Za tobą w drogę chciały iść. Aleś je odciął, od ciała oddzielił jak korzeń od łodygi i więdnąć tylko mogę. Od pamięci począwszy.

Wydeptanych stóp w sobie nie chcę i kapliczek przydrożnych w skupieniu stawianych, do których rąk nikt już nie wznosi, bo inne pola juz przemierzasz. Nie chcę niczego, co zapach pamięci po domu roznosi i jak kurz z ciepłego koca, w zakamarkach osiada. W najdalszych kątach do na zawsze, do tego jutra, z którego żadna miotła ich nie wymiecie.

Nie chcę pamiętać.

Pędów wypuszczać, od kolców krwawić, co z tych róż najpiękniejszych wybrzmiałe bronią się przed zapomnieniem. a ranią jak świeżo zerwane. Zabrałeś wszystko, a pamięć jak zgniłe jajo żeś mi zostawił na zatrucie, na śmierć tego życia, co pod stopami ci się uścieliło.

I odejść od siebie nie mogę, zamknięta szczelnie, jak komnata Sinobrodego, krwawa, mroczna, i zniszczona. Jak szafa, w której trup gnije, a woń niezapominajek cały pokój zapełnia, i dom, i okolice.

Nie chcę tych kawałków szkła, jak luster, w których co rano przeglądać się muszę, choć wiem, że mną się już nie odbijam, ani tamtą, ani tą. Witraży nie chcę składać, dnia nie chcę wpuszczać, żeby odgrzać, co zapomniane, przesuszone, wczorajsze.

Nie mam siły.

Dach się zawalił

Ściany popękały, od szczelności, z wysiłku, z zamknięcia. Z uścisku twojego z oddali. Już mnie murem nie chronią. Pamięć, jak firanka powiewa łagodnie. Wiatr ją goni w twoją stronę. Ale ona pod moim powiekami zaczepiona. Rzęsa przeklęta. Niezniszczalna. Nieodgadniona.

niektóre piosenki, choć nie mnie były dedykowane, we mnie zostały

Reklamy

2 thoughts on “pamięć

  1. Opisałaś ogród pamięci. Chyba angielski, nie geometrycznie przystrzyżony jak francuski. Różne rzeczy się w nim plenią 🙂

Możliwość komentowania jest wyłączona.