szał

Czasem, zanim trzaśnie, zanim huk jakimś niemowlęcym krzykiem obwieści wielkie wydarzenie, zanim kilka części świata, misternie tkanych w jednym czasie, w jednakowym tempie nawet, otrze się o siebie, zanim się zderzy, w konfrontacji swych punktów widzenia, tak odmiennych, a przecież należących do jednej osoby, coś pęka. I trudno orzec, czy rozpada się na części pierwsze, pierwotne, te, z których powstało, i czy tylko szwy gdzieś puściły, pękły stare nici, wielokrotnie na wiatr i sól narażone i wystarczy igłę w stare dziurki powkładać, nową nitką zespolić to, co do siebie pasuje, należy. Co się dopełnia. I powstać na nowo, jak odrestaurowany obraz czyichś wyobrażeń. Czy też może pękło w tysiąc nowych drgnień, żyć osobnych, niesamodzielnych, nieporadnych westchnień strachu. W kawałki wcześniej nieznane, zmiażdżone widzenie świata, jednego elementu, kluczowego.

Pękło bez hałasu, bez huku, bez fanfarów. Bez ostrzeżeń zakamuflowanych w zbyt częstych nagięciach, bez charakterystycznego dźwięku załamywania, bez rys. Tak nagle. Od jednego uderzenia. I już.
Zeruje się liczniki. A może tylko czas się zatrzymuje lub kończy. Może za hukiem jest pusta przestrzeń, niemierzalna w żadnych sekundach czasu. Ogon komety rozdziera niebo, szaty rwie i tren o gwoździe na schodach. Cudze ręce ostatnie kawałki tiulu mną, do kieszeni, ukradkiem chowają, na pamiątkę, jak zdjęcie. A Ciebie już nie ma. Są kawałki. Nikt nie wie, gdzie.

Każdy zmysł osobno się sobie przygląda. Każde oko z innej strony patrzy. Jedna ręka drugą sprawdza, czy od pary jest, czy można będzie się z sobą dogadać, na powrót lub od początku. Czyjego? Ucho nie dowierza dźwiękom, choć znane, jak droga do domu, ale ten raz jeden zawiodły i wyprowadziły w pole. Nos węszy fałsz spalenizny, kiedy nuty kotłują się w zbytniej bliskości, gdy pięciolinia umyka, jak pas startowy, zanim zwrotka się skończy, choć może tak miało być. Może niektóre zwrotki nie mają końca? Nogi przestrachem nieme, wolą nie zabierać głosu. Wiedzą, jak wiele od nich zależy, jak wiele niosą.

W ciszy huk zatrąbił, na czerwonym świetle minął pieszego.

Bez pisku opon jest trzask, pogrzebowa pieśń najdrobniejszych kawałków, których jedyną bronią są ostre kanty, bez świadomości raniące każde palce. Te ciepłe nawet. Czy z tych rozsypanych korali na powrót powstanie naszyjnik? Z błyszczącym kamieniem po środku, z zapięciem na tej samej długości sznura? Czy się zacieśni, pomiesza. Jakieś cząstki poturlają się w brzeg drogi, inne bezdźwięcznie zdeptane, skryją się w podeszwie buta. Czy zbierać to, co zostało? I co z tym zrobić? Jak złożyć, jak blask wydobyć na powrót z porysowanych, zmatowionych, kolorowych szkieł, kurzem udławionych, zakneblowanych stopami cudzymi, obutymi w twarde argumenty.

Ile siebie gubię na przejściach dla pieszych? Kim wstaję?

Nic nie widzisz, twój umysł zbiera z kawałków obraz na nitki rozdzielony.

Ona osobna już a w głowie twojej obrazy sprzed katastrofy jeszcze, nieprzewinięta taśma. Orientujesz się już, że nie aktualna i że nie twoja na dodatek. Ale na siłę trzymana jak latawiec, który rwie się już na wiatr, do nieba, którego nie pozwalasz mu dotknąć, przekonany, że do ciebie należy a nie do wiatru.

Zanim zrozumiesz, ona rozbiegnie się w inne światy.

I już jej nie znajdziesz. Został tylko sznur.

Reklamy

5 thoughts on “szał

  1. Jak zwykle bardzo poetyckie i bardzo przejmujące. Czułem się wiele razy bardzo podobnie, w różnych okolicznościach które spaja jedno – rozstanie z drugim człowiekiem. Szczególnie celnie trafia do mnie pierwszy akapit. Poetycko mówisz jednocześnie o końcu i początku w ujęciu kosmologicznym tak, jakby liczył się tylko sam akt, a kwestią drugorzędną jest to, czy jest on aktem stworzenia, czy zniszczenia. W kontekście tak opisywanych emocji, emocji o takim natężeniu faktycznie nieważne jest czy z nich coś się właśnie rodzi, czy też coś umiera, bo rzeczywiście licznik siei tak wyzeruje…

  2. kiedy pęka, tak bez rys, które wskazywałyby już jakiś czas, jakaś drogę pęknięcia, jakieś meandry wahań, rozważań, jakieś ślady bitew na poboczach, kiedy pęka tak nagle, zwaliście, w jednej chwili, to nie ma już czego zbierać, można tworzyć na nowo tylko

Możliwość komentowania jest wyłączona.