morze

Idę do siebie dziwną drogą. Niekiedy mam wrażenie, że próbuję przedzierać się przez gęste chaszcze. Że ostre gałęzie zostawiają na moich rękach zmywalne tatuaże, bo te na zawsze, robię sobie sama. Uginam się pod koronami zbyt niskich drzew, kolanami trawę wycieram, półotwartymi oczami szukam jagód, jak złota. I płynę mozolnie do przodu, jak w gęstym błocie, z trudem utrzymując się na powierzchni. 
Ale chyba rzeczywistość wygląda inaczej. Otoczyłam się snem, jak murami ciepłego domu i dobrze widzę tylko nocą, gdy mam zamknięte oczy. Pod powiekami oglądam dokładnie swoje obrazy. 
Tak naprawdę idę polem i macham rękami odgarniając powietrze. A ono przygląda mi się zdziwione, ustępując mi drogi, kłaniając mi się swym przezroczystym obliczem, jakby chciało mi dywan rozłożyć, żebym mogła iść wygodniej. Moje ruchy nieskoordynowane budzą przerażenie. Siła moich mięśni napiętych, do walki gotowych, wywołuje śmiech.
Warczę.
Spotykam ludzi. Językiem fal nogi im obmywam, łaszę się do stóp, mamię orzeźwiającym wzrokiem, głębią, tonią rozległą, tym, co za horyzontem niewidoczne, Jak rąbkiem spódnicy, niepostrzeżenie, muskam ich myśli, by obstrzępioną koronką zahaczyć jakiś włos i pociągnąć. 
Na dno.
A ludzie, jak plaże, moje wybiegi czynią oczywistością, przypisaną do mojej fizjonomii. Te kruche brzegi opierają się moim umizgom, cofając się w ląd, z walizkami pełnymi muszelek, odchodzą nie oglądając się na mój wściekły marsz fal.
Przecież jestem potężna, czemu mi się opierasz? Zatapiam okręty wojenne, ratuję rozbitków, świat studzę. Mogę wszystko. Czemu pocałunki moje nie mogą sięgnąć kruchości twoich stóp? Czemu mowa ciała mojego zostaje ci tak obojętna? Czemu rzucasz we mnie kamieniem, nie patrząc jak rani dno, jak płynne ciało rozrywa, jak mąci wodę?  Jak spada pocisk, by uciskać przez resztę życia czułość moich gestów.
Znów mam w sobie twoją złość, zamkniętą w świszczącym torze, zapakowaną w kamień, spod twojej stopy wyjęty a w moje wycelowany. Znów kopiesz mnie słowami, których sens mi umyka, rozpływa się w mojej toni, rozpuszcza i znika niezidentyfikowany. Może powinieneś go zasiać na innym podłożu, może w inny kąt zrzucić, gdzie byłby kształtem, jakimś kolorem do nazwania.
Inny ktoś oddaje mi swoje ciało. Od razu niemal zanurza się cały, wszystkie szklanki sobą napełnia, głowę w ramionach mi chowa i każe głaskać. Włosy pod drobne palce podtyka, by z nich wyłuskać troski, jedna po drugiej, cierpliwie. Tylko mała chwila się nad nim pochyla, dłonią kształt przeczesze i ześlizgnie się znużona do kieszeni.
Nikt nie lubi tych, co sami przychodzą.
Ty nie przyszedłeś, po prostu jesteś i nie chcesz odejść. A ja nie mogę. Dopóki wszystkie łzy we mnie nie wyschną. W moich dzbanach, w moich szklankach, na moich spienionych dłoniach pełno jest łez. Cudzych. Niechcianych. Zostawionych na stole jak niedopita, zimna herbata, która nie zdążyła zagrzać niczyich rąk. Wciąż mnie wypełnia cudzy smutek, zmywalne tatuaże, jak odciśnięte w piasku muszelki. Wciąż czyjś żal we mnie wzbiera, unosząc leniwie moje ramiona, na niewidzialnych sznurkach, które odcinam opadając znużona. Nie mam już siły na sztormy.
Spotykam ludzi. Plecami odwróceni patrzą w głąb lądu.
A przecież jestem morzem.
Jestem potężna.
Reklamy

13 thoughts on “morze

  1. dlugo się zastanawiałam, co Ci odpowiedzieć …chyba jestem pojęciem morza, jego ideą, jakimś obrazem ktory pojawia sie po słowie …

  2. pięknie. To wszystko co potrafię powiedzieć. W taki nastrój wprowadzają Twoje słowa. Kryją w sobie pewną nostalgie. Pięknie, naprawdę pięknie.A co do Twojego komentarza pozostawionego u mnie, to zachęcam Cię z całego serca do sięgnięcia po tą niezwykłą powieść:)

  3. Siedzę sobie z moją najmłodszą kotką na kolanach i wchłaniam w siebie ten piękny, refleksyjny tekst. I sama nie wiem co przeważa: nostalgia zamknięta w Twoich słowach czy rodzące się przekonanie,że może i ja jestem takim morzem. Takim? Jakim?

  4. @ Ala, Balbina, dziękuję, zawsze jak słyszę coś tak miłego, to sobie myślę, że się czytelnik pomylił, nie na tym blogu chciał napisać:-) I nie przemawia przeze mnie fałszywa skromność, bo nie ukrywam, że pisze dla czytelnika ( choć dla siebie przede wszystkim), tylko poczucie, że to, co robię jest słabe jeszcze, w każdym razie za słabe, na takie komplementy. Wiem jednak, że to zaledwie droga, że tylko pisząc, pisząc, pisząc, mogę się ćwiczyć, może nawet doskonalić, więc blog traktuję trochę jak brudnopis i wierzę, że prawdziwie ładne teksty są przede mną ( choć boję się, że daleko przede mną, ale to nie szkodzi:-), liczy się wiara)

  5. ;)))))))))))))) Może powinnam zmienić fach na chirurga;)A na serio: Twoje teksty wywołują we mnie konkretne skojarzenia, czasem zatrzymuję się przy nich na dłużej i z czystej ciekawości chcę skonfrontować z Twoim wyobrażeniem;)

  6. ale to bardzo fajne, lubię mówić o sobie i swoich tekstach jak każdy narcyz:-))))a tak serio, dla mnie to naprawdę jest fajne zobaczyć, jak ludzi odbierają mój świat. Ela mi raz napisała ze wg niej moje zdanie po ciele rozchodzi sie plotka – jest fajna metafora na przeczucie, no faktycznie jak pisałam to tak się skupiłam na opisywaniu tego, co się czuje, weszłam w jakiś kostium, ze zapomniałam podstawowych pojęć, poza tym staram się opisywać niż nazywać

  7. To na pewno jest ciekawe, jak odbiorca filtruje dzieło twórcy. Myślę, że artyści czasem śmieją się w kułak z tego, co inni potrafią "wyczytać" w ich utworach;)Opisywać, nie nazywać – muszę zwrócić na to uwagę;)

  8. ja się nie śmieję nigdy, no może z wyjątkiem kmentarza o wciąganiu, trudno mi się było powstrzymać:-), ale w sumie zawsze jest to raczej ciekawe, chciałabym umieć pisać tak, żeby każdy znalazł tam fragment siebie, jakieś swoje uczucie, chciałabym umieć pisać otwarcie, przestrzennie, żeby było dużo miejsca na interpretacje. hmm mam cel:-)))

Możliwość komentowania jest wyłączona.