nastrój, mójstrój

Są takie dni, kiedy z kielicha sączę nastrój chwili. Jakaś mieszanka moich pragnień. Mocna zazwyczaj, bo ja lubię esencję. Smołę przy fusach, zagęszczenie słów, z ktorych wycedzić można jakąs jedną złotą myśl. Pochylam się nad nią, zawieszam w oczekiwaniu, jakbym przed dom na drogę wyszła i na gości czekała. I chłonę ten czas, kiedy jeszcze postaci z daleka niewidoczne, kiedy jeszcze można je z liściem pomylić, z gestem wiatru zamaszystym, z załamaniem słońca. Wtedy zaczyna się czas wymiany, oddech przyspiesza i wszystko wiruje, nie ma końca i początku. Wszystko po prostu jest. Choć może w głowie tylko, na jakimś zapleczu, w pragnieniu czyimś. Kształty jeszcze delikatne, nieśmiałe, w zarysie, w zamyśle nawet, wyłaniają się dopiero z jakiejś litery zdania, lub zupełnie dziwnie, schowane za nim, wyskakują nagle ku zaskoczeniu moim, wesołe, radosne, pełne już i gotowe. Tylko wziąć za rękę i powędrować.
Do sedna.
Są takie dni, kiedy esencja kielicha nozdrza moje rozszerza, mrozi i drogą w dół biegnie, podróżą w dobrze znane miejsca. Ściany ciała mi głaszcze, po długiej przerwie, jakby chciała sprawdzić, ile się zmieniło i co przemeblowałam. A tam po staremu, wszystko na swoim miejscu, jedynie przez czas nadszarpnięte, od płynów może bardziej przerdzewiałe, ale tak samo opuszczone, tak samo nieme, głuche, w rutynę drgań zaplątane.
Jakiś wacik od wewnątrz mnie nasącza. Pieką zadrapania i rany od tego płynu, nie obcego mi przecież ale jednak sporadycznego. Czuję mrowienie. Cała staję się jednym małym punktem, uczuciem jednym. Jego jądrem.
Wolno chwila się wchłania, kontemplująca, zawiedziona krajobrazem znajomym, acz nieoczekiwanym.
Oczekiwana jest tylko zmiana.
Po ciele rozchodzi się plotka, do ramion, do ust, do palców mi sięga, ten tembr głosu, ton palców, opary powietrza, co słowo owiewają. Znajome i nieoczekiwane. Bo tu wciąż na zmianę się czeka. Jakieś uczucie krew rozrzedza. Leniwy pomruk wody, ociężała fala. Nie na nią czekano. Nie ta konystencja kropel, co duszę opłukuje, nie ten osad, co oddech spłyca, co łzami twarz przykrywa, co milczenie na nią, jak delikatny tiul zakłada, żeby wzrok niechciany odwrócić. Powieki opuszczone i ciało.

Jestem sama …

Znajomy nastrój mi nozdrza rozszerza …mam w sobie mgłę …cichą.

Reklamy

5 thoughts on “nastrój, mójstrój

  1. @ Martyna, dziękuję, u Ciebie podobnie;-)@ scenki, wiesz że dopiero mi to teraz uświadomiłaś? kiedy pisałam, starałam się nazwać to uczucie i jak dziecko, nie znając terminu, próbowałam je opisać …

Możliwość komentowania jest wyłączona.